Pierwsza praca

9/30/2012
Mojej pierwszej pracy nie wspominam najlepiej, choć z pewnością nigdy nie zapomnę. 

Nowy Jork, 16 lat. Razem z J. zostałyśmy wybrane do prezentowania ubrań z najnowszej kolekcji Jill Stuart, nie chodziło jednak o udział w pokazie, ale o tzw. showroom. Naszym zadaniem było założenie prześwitujących kreacji oraz bardzo wysokich i niewygodnych szpilek, a następnie ustawienie się w wyznaczonym przez projektantkę miejscu, by pośród tysięcy wieszaków prezentować klientom, jak oglądane przez nich stroje wypadają w zestawieniu z żywym ciałem, nie twardą skórą manekina. Problem w tym, że traktowano nas bardziej nieludzko od manekina.

Pierwsze niemiłe zaskoczenie w przebieralni. Okazało się, że strój, który miałam prezentować - dziwny, prześwitujący kombinezon - nie zakrywa mojej bielizny, a raczej ją eksponuje. Jako absolutna świeżynka, nierozdziewiczona pracą w modelingu, założyłam na siebie pierwsze lepsze majtki, które wyciągnęłam z szuflady. Jeszcze wtedy nie wiedziałam, że na KAŻDY casting, a tym bardziej do KAŻDEJ pracy należy ZAWSZE mieć na sobie cieliste lub ewentualnie czarne stringi. Wcisnęłam więc kombinezon i czerwona jak burak wysunęłam się zza kotary przebieralni. Dwie stylistki, które zajmowały się nami tego dnia, parsknęły śmiechem, z nieukrywaną pogardą gapiąc się na moje mocno wzorzyste i kolorowe majtki. W końcu jedna z nich zlitowała się nade mną i przyniosła zapakowane w folię stringi - zapewne mają ich całą szufladę na wypadek zatrudnienia tak wybitnie niedoświadczonej nowicjuszki, jak ja. 

Kazano nam ustawić się w pomieszczeniu pełnym wieszaków z najnowszą kolekcją Jill Stuart. Buty okazały się o rozmiar za małe, okrutnie uciskały w palce i były zdecydowanie zbyt wysokie. Na przeciwko nas wisiał telewizor, katujący nasze oczy i uszy jedną i tą samą projekcją - kilkuminutową relacją z pokazu, powtarzającą się raz za razem przez 8 godzin pracy. Stałyśmy tam niczym żywe manekiny, nie mogąc się poruszać, nie rozmawiając ze sobą, nie pijąc, nie jedząc. Klienci przychodzili, oglądali kolekcję, rzucali nam przelotne spojrzenia i wychodzili. Tak w kółko aż do wieczora. W pewnym momencie J. poczuła się słabo, przykucnęła, łapiąc się za głowę i oddychając ciężko. Jedna ze stylistek pozwoliła jej łaskawie przysiąść na parę minut na kanapie, zaproponowała nawet szklankę wody. W porze lunchu został dostarczony bajeczny catering, jednak nie zostałyśmy poczęstowane nawet najmniejszym krakersem bez dodatków.

Po około ośmiu godzinach nieustannego udawania manekina pozwolono nam ściągnąć z obolałych stóp szpilki i zawlec nasze wygłodniałe i spragnione ciała do domu. Jak możecie się domyślać, jechałam metrem ze spuszczoną głową, z całych sił próbując odszukać w sobie resztki godności i optymizmu do dalszej pracy  oraz motywacji, by kolejnego dnia wstać rano z łóżka i nie opuścić żadnych castingów. Nie tak wyobrażałam sobie pracę młodziutkiej dziewczyny, niedoświadczonej, z dala od domu. Praca modelki okazała się pracą gorszą od tych, które podczas letnich wakacji wykonywali moi znajomi. Ich przynajmniej nikt nie wyśmiewał w obcym języku, publicznie nie rozbierał, nie obnażał słabości i nie katował fizycznie. Nie chcę dawać Wam jednostronnego obrazu na pracę modelki W OGÓLE - wiele zleceń, które wykonywałam później było mniej męczących, bardziej przyjemnych - pragnę Wam jedynie pokazać, jak ogromne było moje zdziwienie, gdy po skończeniu pierwszej pracy w Nowym Jorku, dla ważnej, cenionej kreatorki mody, zamiast frunąć nad ziemią, unoszona poczuciem spełnienia i satysfakcji, sunęłam chodnikiem, czując się mentalnie zgwałcona.

35 komentarzy:

  1. To brzmi naprawdę okropnie. Mam wrażenie, że tamci ludzie kompletnie zapomnieli o Waszym człowieczeństwie. Prezentowanie ubrań nie zamienia w manekina.
    To musiało być naprawdę przykre przeżycie i szczerze Ci współczuję. Tym samym podziwiam, że znalazłaś siłę, by iść dalej, nie zostając na chodniku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,że późniejsze doświadczenia były lepsze:) Najgorsze w tym wszystkim,że nie ma się bliskich osób blisko..trzeba być silnym w tym zawodzie.Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  3. Rzeczywiście okropnie brzmi, a doświadczenie pewnie jeszcze gorsze. Ale jak to mówią, co nas nie zabije, to nas wzmocni. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. To przerażające, że modelki są tak traktowane; jak manekin; jak wieszak na ubrania. To musiał być dla Ciebie ogromny szok - jak bardzo rzeczywistość różni się od naszych wyobrażeń na pewne tematy.

    OdpowiedzUsuń
  5. podziwiam Cię, ja bym zrezygnowała po takim pierwszym dniu pracy...
    fajne jest to, że opisujesz też tę mroczną stronę modelingu.
    pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. a właśnie, piszesz, że w obcym języku i tak się zastanawiam- czy wylatując do ny umiałaś angielski perfekt czy wystarczała Ci znajomość która zostaje w głowach po zwykłym gimnazjum? pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Umiałam angielski bardzo dobrze, jednak na pewno podszkoliłam go na wyjeździe.

      Usuń
  7. Świetny opis... Miałam taką prace (tzn bardzo podobną) pare dni temu w Mediolanie... Czułam się tragicznie, jak żywy manekin pośród białych ścian. MASAKRA to było moja druga taka praca w życiu, ale nigdy więcej... to tak wyniszcza psychicznie, że nikt kto tego nie doznał nie jest w stanie tego zrozumieć.

    OdpowiedzUsuń
  8. z każdym postem gdy coraz bardziej poznaję, życie modelek od drugiej strony, jestem bardziej zszokowana. Czytałam wiele artykułów o pracy modelek, ale Twoje są naprawdę płynące z wnętrza i są tak bardzo prawdziwe. Po dzisiejszym poście, aż mi się Ciebie żal zrobiło, niestety życie modelek nie jest łatwe i myślę, że żeby faktycznie istnieć w tym świecie, trzeba mieć naprawdę silną psychikę, pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja Cię podziwiam. Nie mam pojęcia na temat takiej pracy. Ja pracuję za granicą i też zmagam się z różnymi problemami np. z językiem i dogadaniem się. Tylko że moja praca jest OK. Za to Ty jesteś silna, nie poddałaś się. Powinnaś być z siebie dumna. Super blog. Dodaję do obserwowanych. Powodzenia życzę :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. bardzo fajne sie czyta Twoj blog, a przede wszystkim relacje z podrozy ;)
    sama planuje wybrac sie do NY, ale jestem w fazie planowanie,
    buziaki

    obserwuje bez dwoch zdan :))

    OdpowiedzUsuń
  11. Na taką poniżającą pracę, jaką Ty miałaś na początku, nikt nie zasługuje. A to, że mimo tego się nie poddałaś i szłaś dalej, świadczy o Twojej mocnej psychice.

    OdpowiedzUsuń
  12. Nice blog! :)
    I follow you! :)
    xx,F.

    OdpowiedzUsuń
  13. Podziwiam, nie lekką drogę musiałaś przejść.
    Ps. Świetnie piszesz:)

    Pozdrawiam
    Kate

    OdpowiedzUsuń
  14. o to musiało być naprawdę upokarzające.
    ale dobrze, że potrafiłaś wytrwać i dalej dążyć do celu.

    OdpowiedzUsuń
  15. jesteś niesamowita!!!
    ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡ ♡
    pozdrowienia:*:*
    Ola

    OdpowiedzUsuń
  16. Jejku, wspaniele piszesz! Świetnie sie Ciebie czyta. Bardzo, bvardzo lubię Twój blog ; )

    pozdrowienia,
    notalwaysdress.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudowny sposób pisania, ostatnio zamieściłaś post dotyczący kosmetyków używanych przez modelki. Co sądzisz o próbowaniu produktów np. poprzez takie strony jak http://shinybox.pl/?ref=3ff4d11 czy glossybox.pl ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie testowałam produktów przez powyższe strony, więc nie mogę wypowiedzieć się na ten temat ;-)

      Usuń
  18. pisząc bloga odwalasz kawał dobrej roboty;) widać że pisanie to Twoja pasja;) czyta się to w mgnieniu oka;) jestem zdziwiona czytając to, ale pewnie Twoje zdziwienie było o niebo większe od mojego:P J.

    OdpowiedzUsuń
  19. rewelacyjne teksty! znakomicie się czyta Twoje posty!

    OdpowiedzUsuń
  20. masz lekkość pisania której wielu brakuje - interesujący blog.

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  21. :(

    nic nie dzieje się po nic.
    Takie przeżycia na pewno dały Ci siłę i moc, którą masz teraz.

    OdpowiedzUsuń
  22. jako mama małej dziewczynki traktuję Twoje doświadczenia jak wskazówki na przyszłość :-)
    Pozdrawiam serdecznie i bede sobie tutaj zaglądać do Ciebie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że w taki sposób mogę pomóc :-)

      Usuń
  23. mogłabyś napisać w jakimś poście jak znajomi ze szkoły/klasy i nauczyciele zareagowali na to, że byłaś modelką? Czy byli bardzo zazdrośni? I jak to się stało, że jesteś modelką?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tym, jak zostałam modelką już pisałam. Zapraszam do archiwum :-)

      Usuń
  24. Po raz kolejny napisze jak bardzo uwielbiam Cie czytac. Czesto praca modelki opisana jest z tej pozytywnej strony, rzadko ktos wspomina o tzw morocznej stronie, kulisach itp. Jak ja ci wspolczuje tych 8 godzin w przyciasnych niewygodnych butach. Po takim dniu czlowiek musi byc niesamowicie roczarowany i rozgoryczony.Z tym, ze modelki traktuje sie jak zywe manekiny tez osobiscie sie spotkalam. Nikt nie mysli, ze wewnatrz kryje sie czlowiek, ktory ma uczucia, odczuwa pragnienie, glod, chlod i mroz.
    Z niecierpliwoscia czekam na kolejny post

    OdpowiedzUsuń
  25. Ostatnio przez przypadek znalazłam tw. blog ! jest świetny :] Tak fajny że od razu przeczytałam cały ! :D
    Mam kilka pytań ;
    - jak odnosili się do modelingu nauczyciele ?
    - Jak zarabiałaś jako modelka?
    - Czy teraz poświęcasz dużo czasu swojej urodzie ?
    - Czy chciała byś wrócić do modelingu ??
    ;]

    OdpowiedzUsuń
  26. Dobrze że ta historia ma trochę pozytywnego zakończenia. Byłas dzielna! Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  27. Witaj ! Chciałabym za 2-3 lata rozpocząć karierę modelki na razie przygotowuję się teoretycznie, bardzo podoba mi się to co piszesz czy może można by było się z tobą skontaktować prywatnie np przez gg, e maila lub coś takiego ? Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
  28. Mój mail: martanowacka37@gmail.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) Już do ciebie napisałam.

      Usuń
    2. Masz może gg ? Jeśli tak to podasz nr ?

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL