Leniwe święta

12/29/2014
Zeszłoroczne Święta po raz pierwszy spędziłam z dala od rodziców i pewnie dlatego wszystkie potrawy pojawiające się na wigilijnym stole smakowały mi podwójnie. Boże Narodzenie w górach ma swój niewątpliwy urok (szczególnie, jeśli towarzyszy wam krajobraz przyprószony śniegiem, czego w zeszłym roku zabrakło), jednak siła przyzwyczajenia do tradycji ściąga mnie jak magnes do sprawdzonych smaków i znajomych zapachów. Przyjazd do domu na Święta jest niczym wypad do luksusowego SPA - człowiek odpoczywa na kanapie, wyleguje się do późna, a smakowite potrawy podsuwane ma pod nos. Chwile relaksu i błogiego lenistwa to dla studenta najpiękniejsze prezenty. 


Przygody na Malcie

12/22/2014
Plan był taki, że jedziemy zagranicę i tylko w babskim gronie. Wybór miejsca nie trwał długo, wystarczyło sprawdzić, w którym kraju a) nie zmarzniemy b) kupimy tanie wino. Ważną wskazówką okazały się również ceny biletów lotniczych i noclegów - ostatecznie padło na Maltę. Brak męskiego pierwiastka w towarzystwie równa się wakacjom z winem, młodziutką Britney i Justinem po trzydziestce, dużą ilością czipsów, ciastek i orzeszków zjadanych obowiązkowo po 22. Czy nad takim wyjazdem można się w ogóle zastanawiać?! 


Przed urlopem na Malcie nie wiedziałam o niej zbyt wiele. Prawdę mówiąc nie wiedziałam o niej nic więcej prócz tego, że jest malutką wyspą, która wstąpiła do Unii w tym samym roku co Polska. Po tygodniu udało mi się jednak zebrać przynajmniej 10 ciekawostek:

1. Malta jest mieszanką trzech kultur: arabskiej, włoskiej i angielskiej. Na opakowaniach produktów najczęściej znajdziemy skład zapisany w dwóch pierwszych językach, trzecim posługuje się płynnie znakomita większość Maltańczyków, gdyż jest to ich drugi język urzędowy. Krajobraz przypomina ten z krajów arabskich, zaś charakterystycznym elementem odcinającym się na tle piaskowej barwy budynków są czerwone budki telefoniczne, kojarzone przede wszystkim z Londynem. 


2. Większość restauracji specjalizuje się w kuchni włoskiej, jednak Maltańczycy nie sięgają do pięt mieszkańcom Italii. Udało nam się znaleźć godne polecenia gelato w lodziarni Sotto Zero, gdzie po raz pierwszy spróbowałam lodów z mleka sojowego i ryżowego, ale moje przygody z espresso kończyły się zawsze totalną porażką. Brak zdolności gastronomicznych mieszkańcy Malty rekompensują produkcją dobrego wina w jeszcze lepszej cenie - za 3-4 euro raczyłyśmy się wysokiej jakości trunkami. Tradycyjnym alkoholem jest również likier z opuncji oraz z gorzkich, maltańskich pomarańczy i karobu. 

3. Obsługa klienta w restauracjach pozostawia wiele do życzenia. Maltańscy kelnerzy nie kwapią się z podawaniem gościom menu i niezbyt przejmują realizacją składanych zamówień. Nawet podczas obiadu w stolicy zobaczyłyśmy istny cyrk na kółkach: kelner obdarował nas gratisową przystawką w postaci przypalonej, suchej i twardej bruschetty, nie tłumacząc, jak mamy się podzielić w piątkę dwiema mini kromeczkami, następnie pomylił zamówienia, a zwrócone przez koleżankę danie spałaszował na naszych oczach (wszak jedzenia nie wolno marnować). Na koniec zapomniał o zamówionej kawie, a dostarczenie rachunku zajęło mu ponad 20 minut. Mam cichą nadzieję, że nasze doświadczenia były wynikiem rozleniwienia Maltańczyków po pracowitych wakacjach - być może turyści zwiedzający wyspę w sezonie mieli więcej szczęścia. 

4. Maltańczycy jadają na śniadanie tzw. pastizzi, czyli przekąski z ciasta francuskiego, nadziewane serem ricotta lub pastą z zielonego groszku. Są bardzo smaczne, lecz pod kątem wartości odżywczych, jakich powinno dostarczać zbilansowane śniadanie wypadają blado. Wczesnym rankiem na ulicach miast otwierają się pastizzerie, które oprócz pastizzi, wypiekają również pizzę, parówki w cieście francuskim czy nadziewane czekoladą croissanty. Tradycyjnymi potrawami Maltańczyków są dania z królika. Miałyśmy okazję spróbować dwóch wersji: spaghetti z wątróbką króliczą oraz królika podawanego w sosie czosnkowym. O dziwo smak raczej znajomy - wątróbka przypominała popularne w Polsce podroby, a samo mięso skojarzyło nam się z indykiem.

5. Malta jest kompletnie nieprzygotowana na silne opady deszczu. W dniu, który wybrałyśmy na jazdę do Valletty (stolica wyspy) niebo zasnuły burzowe chmury i tuż przed dobiegnięciem na dworzec autobusowy dopadła nas koszmarna nawałnica. W niecałą godzinę miasteczka mijane po drodze zalały rwące rzeki, niemające ujścia w studzienkach kanalizacyjnych, rozlokowanych w zdecydowanie zbyt dużych odległościach. Z przewodnika dowiedziałyśmy się, że zanim na Malcie zrezygnowano z charakterystycznych żółtych autobusów, podczas deszczu ludzie podróżowali z nogami pod wodą. 

6. Jedzenie na Malcie jest drogie, gdyż większość produktów muszą importować. Ceny warzyw i owoców są porównywalne do tych w Paryżu czy Mediolanie (przykładowo jedno średniej wielkości awokado to koszt około dwóch euro). Na wyspie uprawia się głównie ziemniaki i pomidory oraz produkuje wino. 

7. W archipelagu Wysp Maltańskich oprócz Malty znajdują się dwie maleńkie wysepki: Gozo i Comino. Zwiedzając Gozo zdecydowałyśmy się na wykupienie zorganizowanej wycieczki i był to strzał w dziesiątkę. Przez cały dzień podróżowałyśmy piętrowym autobusem, z którego na każdym przystanku mogłyśmy wysiąść, pozwiedzać okolicę, a następnie wsiąść w kolejny (ze wszystkich przystanków busy odjeżdżały co 45 minut). 


8. Komunikacja na Malcie jest dosyć wygodna. Busy do stolicy kursują często i raczej punktualnie. Za 6,50 euro kupiłyśmy tygodniowy bilet ważny na wszystkie trasy za wyjątkiem autobusów nocnych. Do busa można wsiadać tylko pierwszymi drzwiami, płacąc za przejazd u kierowcy lub pokazując mu bilet zakupiony wcześniej, więc jazda na gapę jest praktycznie niemożliwa.

9. Na Malcie znajdziecie zapierające dech w piersiach krajobrazy, zachwyci was Valletta, oczaruje historyczna Mdina, jednak nie spodziewajcie się luksusów - to kraj biedny i mocno wyludniony, co dobitnie pokazały nam wszechobecne reklamy oferujące sprzedaż bądź wynajem mieszkań w opustoszałych blokach. Plaże na wyspie są w większości kamieniste i niestety dość mocno zaniedbane - brudne i turystycznie niezagospodarowane. 

10. W weekendy młodzi Maltańczycy zjeżdżają do Paceville, miasta-imprezowni, gdzie bawi się cała wyspa, a kluby wyrastają na ulicach jak grzyby po deszczu. Miejscowe dziewczyny zakładają nieprzyzwoicie krótkie i obcisłe sukienki, a także obowiązkowo ultra wysokie szpile i (niestety) wszystkie konsekwentnie powtarzają tę samą stylówę. 

Do wakacji w okresie, kiedy Polska zamienia się w Syberię nikogo namawiać nie muszę. Czy warto odwiedzić wtedy Maltę? No pewnie! Mili ludzie mówiący po angielsku, dobre lody i piękna pogoda, a łączny koszt wyjazdu zamknęłam w 1200 złotych. 

Barbie z cellulitem

11/22/2014
Natrafiłam ostatnio na artykuł opisujący nowy wizerunek słynnej lalki Barbie. Plastikowa blond piękność została przekalkowana na karty brutalnej rzeczywistości, zachowując charakterystyczne rysy twarzy, lecz pozbywając się hollywoodzkiego uśmiechu oraz nierealnych proporcji sylwetki. Lalka została ochrzczona jako Lammily, a jej twórcą jest Nickolay Lamm, artysta, grafik i badacz, znany między z innymi z projektu poświęconego ludzkiemu ciału, Body Measurement Project. 
"If we criticize skinny models, we should at least be open to the possibility that Barbie may negatively influence young girls as well. Furthermore, a realistically proportioned Barbie actually looks pretty good. If there's even a small chance of Barbie in its present form negatively influencing girls, and if Barbie looks good as an average-sized woman in America, what's stopping Mattel from making one?" - Nickolay Lamm

Lammily posiada zatem sylwetkę bliższą Bridget Jones niż seksownej towarzyszce Kena i nie jest blondynką. Sama lalka kosztuje 25 dolarów, ale możemy zakupić dla niej również zestaw ubranek lub specjalnych naklejek, dzięki którym "wyposażymy" Lammily w trądzik, piegi, cellulit czy rozstępy. Na stronie internetowego sklepu lammily.com czytamy:
Now your dolls can have freckles, acne, cellulite, the occasional booboo, and more!
These clear vinyl stickers can be repositioned and reapplied to customize your doll.
38 reusable stickers on a sticker sheet. Doll not included. Includes:
Cellulite, Stretch marks, Freckles, Acne, Glasses, Blushing, Adhesive bandages, Moles, Temporary Tattoo, Stitches, Scrapes & Scratches, Bruises, Cast, Scars, Mosquito Bites, Grass and Dirt Stains (klik)
Głównym zarzutem pod adresem cudownego dziecka firmy Mattel, czyli oryginalnej Barbie, jest promowanie anoreksji wśród młodych dziewcząt poprzez upowszechnianie nienaturalnie zbudowanej sylwetki: pełnego biustu i smukłych nóg przy absurdalnie wyszczuplonej talii osy. Łaskawi twórcy obdarzyli Barbie twarzą topmodelki, gęstymi blond włosami oraz szerokim, hollywoodzkim uśmiechem i to właśnie ten bajkowy i odrealniony wizerunek zdobył serca milionów dziewczynek na całym świecie. Barbie stała się symbolem lat dziewięćdziesiątych - obrośniętym w różowe sweterki, kiczowatym, choć absolutnie uroczym. Inspiruje do dziś (nie tylko szukających mikołajkowego prezentu rodziców), czego najlepszym dowodem jest ostatnia kolekcja Jeremiego Scotta dla domu mody Moschino.


Rozumiem, że celem pomysłodawcy Lammily była chęć upodobnienia lalki do jej właścicielki, przez co dzieci nie byłyby narażone na popadanie w kompleksy czy budowanie błędnego obrazu prawdziwej kobiety, jednak doklejone na twarzy kropki imitujące trądzik, czerwone pasma rozstępów lub nalepka z cellulitem wydają mi się zwyczajnie nieodpowiednie oraz brzydkie. Dla mnie Barbie to jednak przede wszystkim lalka - zabawka przeznaczona dla małych dziewczynek. Nie widzę nic nieodpowiedniego w tym, że jest wysoka, szczupła, ma śliczną twarz i gęste włosy, które można czesać godzinami i zaplatać w fantazyjne warkocze. Będąc matką nie chciałabym przedwcześnie uświadamiać kilkuletniej córki o przykrych zmianach, jakie w przyszłości mogą oszpecić jej ciało.

Sama z rozrzewnieniem wspominam moje ukochane Barbie - bawiąc się nimi jako mała dziewczynka nigdy nie analizowałam, czy lalka ma nienaturalnie kształtny biust, botoks w twarzy, permanentny makijaż, a idealną sylwetkę "zawdzięcza" zaburzeniom odżywiania. Nie wkładamy księżniczkom Disneya papierosów do ust tylko dlatego, że blisko miliard ludzi pali. Pozwólmy więc dzieciom pływać w morzu bajkowej fantazji, na tyle długo, aż nie połknie ich straszliwy smok rzeczywistości. 

Kiedy kończy się zero, a zaczyna plus size?

11/16/2014
Kobietom, które nie mieszczą się w spodnie o rozmiarze 0, z trudnością przychodzi zaakceptowanie kanonów piękna wyznaczanych przez modelki. Nie ma w tym nic dziwnego – aby zachować figurę Anji Rubik trzeba się porządnie natrudzić, trzymać ścisłą dietę i regularnie ćwiczyć. Gdy więc raz na jakiś w świecie mody pojawi się modelka o niestandardowych wymiarach, opinie są mocno podzielone: część społeczeństwa przyklaskuje i opowiada się za rozciągnięciem sztywnego gorsetu wymagań wobec figury modelki, reszta kręci nosem i wytyka dziewczynom size plus dodatkowe centymetry, które dyskwalifikują je jako wybiegowe wieszaki. 

Myla Dalbesio to 27-letnia podopieczna takich prestiżowych agencji jak Next, Ford i Elite. Ciekawa twarz, hipnotyzujące spojrzenie i  czarujący uśmiech pomogły jej znaleźć się wśród elitarnego grona topmodelek pozujących do najnowszej kampanii Calvin Klein Underwear. Zatrudnienie dziewczyny mającej 81 cm w talii i 106 cm w biodrach nie mogło przejść w świecie mody bez echa. Komentarze posypały się z różnych stron, lecz co dziwne, większość nie dotyczyła konieczności wyznaczenia nowego kanonu piękna w modelingu, lecz krytykowała przyporządkowanie Myli do grupy tak zwanych modelek size plus. 

FAKT #1
Takie dziewczyny jak Myla Dalbesio czy blondwłosa piękność z Ameryki, Kate Upton, to seksowne kocice, których pełne kształty będą oddziaływać na większość samców silniej niż kościste tyłki topmodelek. Uosabiają seksapil dawnych gwiazd ekranu i z pełną świadomością eksponują swoje wdzięki na łamach magazynów – nie tylko tych dla panów.

FAKT #2
Myla jest modelką size plus i nie ma co do tego cienia wątpliwości. Świat może oburzać się pytając, czy rozmiar 38 to dla modelki coś tak nietypowego, kobiety krytykować modeling za dyskryminowanie nieco większych dziewczyn, lecz dopóki biznes modowy nie zerwie raz na zawsze z toposem ekstremalnej chudości, 106 cm w biodrach będzie u modelki czymś zaskakującym.
Sama Myla ma świadomość tego, że różni się figurą od koleżanek z branży – w wywiadzie dla magazynu Elle przyznała: Jestem większa. Owszem, nie jestem największą dziewczyną w całym przemyśle, ale mam zdecydowanie większy rozmiar niż wszystkie dziewczyny, z którymi do tej pory pracował Calvin Klein, więc to jest naprawdę onieśmielające.

FAKT #3
Aby właściwie odnieść się do tematu sylwetki Myli i jej udziału w – jak się okazało – dość kontrowersyjnej kampanii, musimy zrozumieć, że pojęcie size plus nie ma wcale pejoratywnego zabarwienia – to osobna kategoria dziewczyn o pełniejszych kształtach, które mimo niższego wzrostu i większych wymiarów mogą spełnić swój sen o pracy w modelingu. 

Pachnące nowości

11/13/2014
Jestem wielką fanką kosmetyków Yves Rocher, przede wszystkim ze względu na przystępne ceny idące w parze z wysoką jakością oraz obłędne zapachy produktów przeznaczonych do pielęgnacji ciała. W okresie przedświątecznym marka często wypuszcza na rynek limitowane serie, które w kolejnym sezonie znikają bezpowrotnie z półek. Rok temu zakochałam się w balsamie o zapachu czekolady z pistacjami, niestety linia nie została wznowiona. Tej jesieni Yves Rocher rozpieszcza zmysły kolejnymi nowościami - tym razem limitowana seria pachnie gruszką zatopioną w karmelu! Skusiłam się na wodę toaletową, idealną do schowania w torebce, gdyż jej pojemność to zaledwie 20 ml. Zapach nie utrzymuje się na ciele zbyt długo, lecz jego owocowo-karmelowa słodycz rekompensuje  kiepską trwałość. Udało mi się także wyłowić na promocji mojego faworyta - żel pod prysznic o kuszącym aromacie kawy. Najlepszy pod słońcem!

Kolacja na diecie

11/12/2014
Dietetycy nieustannie gloryfikują pozycję śniadania, przypisując mu niezwykłą moc zapobiegania napadom nocnego obżarstwa, a także regulowania rozchwianego metabolizmu. W moim przypadku pominięcie pierwszego posiłku, a nawet zjedzenie go stosunkowo późno po przebudzeniu rzeczywiście wpływa na wzrost apetytu w godzinach wieczornych (szczególnie na chleb i produkty wysoko węglowodanowe). Znacie to powiedzenie: "Śniadanie zjedz jak król, obiadem podziel się z przyjacielem, a kolację oddaj wrogowi"? Trudno nie zgodzić się z teorią, że śniadanie to najważniejszy posiłek w ciągu dnia, szczególnie dla osób odchudzających się i dbających o nienaganną sylwetkę, ale ja nawet będąc na diecie nigdy nie oddałabym wartościowej kolacji nieprzyjacielowi. Dobrze skomponowana kolacja nie przekreśli twojej szansy na idealną sylwetkę, ale pomoże ją uzyskać szybciej niż katowanie się wieczorną głodówką. Ważne, by składała się z większej ilości białka i warzyw niż węglowodanów (szczególnie prostych), nie była ciężkostrawna ani zjedzona tuż przed położeniem się do łóżka. 


5 pomysłów na zdrową kolację

1. Zupa krem
Mój absolutny faworyt ostatnich tygodni to jesienna zupa dyniowa. Rozgrzewa po długim dniu spędzonym poza domem, jest banalnie prosta w przygotowaniu, a na dodatek zdrowa i bardzo sycąca! Możecie do niej dodać podprażone pestki słonecznika lub dyni i ulubiony ser, np. feta. Kiedy mam więcej czasu sama gotuję wywar na zupę, jednak przyznaję, że w kryzysowych chwilach zdarza mi się używać gotowej kostki rosołowej - wystarczy zagotować wodę z kostką, wrzucić do niej pokrojoną w kawałeczki surową lub upieczoną wcześniej dynię, a gdy będzie całkiem miękka (w przypadku pieczonej wystarczy kilka minut na gazie) zmiksować ją na gładki krem. W bardziej luksusowej, nie-studenckiej ;) wersji polecam również dodanie do zupy mleczka kokosowego.

2.  Pieczone warzywa
Marchewka, pietruszka i burak po odpowiednim czasie spędzonym w piekarniku zmieniają swój smak na absolutnie magiczny! Są słodkie i mięsiste, nie potrzeba im żadnych dodatków, choć pietruszka z miodem i pieprzem smakuje znakomicie. Odkąd po raz pierwszy spróbowałam upieczonych warzyw nie mogę odżałować braku piekarnika w moim krakowskim mini-mieszkanku. 

3. Sałatki
Tutaj macie nieograniczone pole do popisu: wybierajcie sezonowe produkty, łączcie nowe smaki, nie bójcie się nietypowych słodko-słonych połączeń (na przykład gruszki i winogrona plus sery pleśniowe i orzechy włoskie). Grunt, by składników nie utopić w morzu tłustego dressingu i nie przedobrzyć z dodatkiem grzanek, sera albo boczku. 

4. Hummus z warzywami
Hummus, czyli pasta z cieciorki i sezamowej pasty tahini. Zdrowy przysmak, któremu nie potrafię się oprzeć! Smaruję nim kanapki albo wyjadam łyżeczką prosto ze słoika. Hummus rewelacyjnie sprawdza się jako lekka kolacja - w towarzystwie pokrojonych w słupki warzyw (np. marchewka, ogórek zielony, papryka, cukinia).

5. Twarożek na bogato
Obecnie staram się unikać laktozy ze względu na problemy trawienne po spożyciu produktów pochodzenia mlecznego, ale podczas diety często ratowałam się taką niskokaloryczną kolacją: do serka wiejskiego lub twarogu dodawałam pokrojone w kostkę pomidory i awokado, doprawiałam solą, pieprzem i posypywałam czarnuszką/siemieniem lnianym/orzechami/płatkami sojowymi/pestkami dyni albo słonecznika. Białko zawarte w serze pomagało zapomnieć o burczeniu w brzuchu na kilka ładnych godzin. 

http://www.attunefoods.com/

O trudnym zawodzie bookera

11/09/2014
Podziwiając spektakularne sukcesy top modelek, często zapominamy, że to zasługa całego grona osób, które poświęciły ich karierom wiele miesięcy ciężkiej pracy i nieprzespanych nocy. Osób, które prowadziły je za rękę od samego początku, a na każdym zakręcie kierowały we właściwą stronę. Osób, którym modelki płakały przez telefon, żaliły się z niepowodzeń i ufały w 100 procentach. O kim mowa? Oczywiście o bookerach. 

Booker to w największym skrócie pracownik agencji, który zajmuje się wszelkimi sprawami dotyczącymi modelek i modeli. Decyduje o przyjęciu nowych twarzy, a później rozwija ich karierę poprzez budowanie portfolio, wysyłanie na castingi, organizację zleceń. Dlaczego ten zawód staje się coraz modniejszy i popularniejszy? Po pierwsze jest całkowitym zaprzeczeniem monotonii - każda modelka to inna osobowość, inny typ urody, a więc dla każdej należy szukać różnych możliwości. Niektóre dziewczyny zaczną zarabiać pierwsze pieniądze w Polsce jako modelki komercyjne lub stricte wybiegowe, z kolei część wyjedzie na zagraniczne kontrakty, aby zbierać zdjęcia do książki i zdobywać doświadczenie. To właśnie do zadań bookera należy wybór odpowiedniego dla modelki rynku, wszak inaczej wygląda praca w Paryżu, który wymaga naprawdę minimalnych wymiarów i maksymalnego wzrostu, a inaczej w Tokio i Pekinie, gdzie z powodzeniem zarabiają także niższe modelki. 

Jak zostać bookerem? Tego nie można nauczyć się na żadnych studiach. Warunek konieczny do zdobycia pracy w każdej dobrej agencji modelek to biegła znajomość różnych języków - obowiązkowo angielskiego, choć każdy dodatkowy język obcy ułatwi komunikację z międzynarodowymi agencjami. Dodatkowo ważne, by booker nie był osobą zamkniętą w sobie, wstydliwą i mało komunikatywną, bo jego stanowisko wymaga nieustannego kontaktu z ludźmi. Jako pośrednik między modelką a klientem oraz modelką a zagraniczną agencją, booker musi w razie problemów szybko reagować i niemal 24 h na dobę być pod telefonem. 

Jeśli modelki mają zaufanie do swojego opiekuna, często staje się on również przyjacielem i powiernikiem. Praca w modelingu nie należy do najlżejszych, a któż wie o tym lepiej niż osoby z branży? Modelkom z trudem przychodzi trzymanie odpowiedniej diety podczas mieszkania z rodzicami, rozmowa o rozłące z chłopakiem czy imprezowanie ze znajomymi, dla których dodatkowe 3 cm w biodrach są zupełnie niezauważalne. Wtedy dobrze mieć przy boku kogoś, kto doradzi, bo rozumie.

Zawód bookera wymaga pełnej odpowiedzialności. Kierując karierą danej modelki, nie można nagle zrezygnować i zaniedbać wypracowanych do tej pory sukcesów. Nie wypada zostawić dziewczyn bez pomocy, gdy wyruszają na drugi koniec świata - często lecąc pierwszy raz samolotem, ze słabym angielskim i strachem przed nieznanym. Booker musi mieć świadomość, że po części to od jego ciężkiej pracy zależy, czy dana modelka da sobie w ogóle radę w przemyśle zwanym modą.

Piosenki, które robią rzeczy

11/07/2014
Na pewno to znacie: jest późny wieczór, dopijacie z przyjaciółkami drugą butelkę wina, rozkładając swoje życie na czynniki pierwsze. Fala wspomnień zalewa wasz umysł słodkim rozrzewnieniem, jednocześnie wyrzucając na brzeg pamięci niechciane zdarzenia. U mnie ta słodko-gorzka mieszanina uczuć wywołuje potrzebę odtworzenia "piosenek, które robią rzeczy", nacechowanych najbardziej skrajnymi emocjami. 


Glen Hansard, Markéta Irglová "Falling slowly"



Glen Hansard, Markéta Irglová "If you want me"



Arctic Monkeys "Do I wanna know?"



Tears For Fears "Woman in chains"  



Pearl Jam "Black" 

Bajkowa przemiana

11/06/2014
Ostatnio głośnym echem odbiła się w mediach niefortunna metamorfoza Renée Zellweger - z uroczej "dziewczyny z sąsiedztwa" przeobraziła się w smutną kobietę z wypisanymi na twarzy kompleksami, uśmiechającą się do kamer nie swoim uśmiechem. Takie wypadki ukazują najdosadniej, jak trudne jest życie na piedestale sławy, jak ciężką walkę ze słabościami toczą ludzie zarabiający twarzą. Nie potępiam tego, że piękne kobiety pokroju Renée czy Nicole Kidman majstrują przy swoim ciele, ale nie rozumiem, dlaczego nie mówią wprost o tym, że coś pozmieniały. W czasach, gdy zastrzyki z botoksu są równie popularne, jak owsianka na śniadanie, przyznanie się otwarcie do poprawiania urody nie stoi na równi z publicznym potępieniem. Czy naprawdę lepiej zakrywać się śmiesznymi wymówkami i historyjkami ewidentnie wyssanymi z palca? 


Cieszę się, że ludzie zauważają, że wyglądam inaczej! Prowadzę szczęśliwe, satysfakcjonujące życie i cieszę się, że to widać. Przyjaciele mówią mi, że wyglądam na spokojną. Jestem zdrowa. Przez długi czas nie dbałam o siebie. Prowadziłam tryb życia, którego nie dało się zrównoważyć i nie miałam możliwości zajęcia się sobą. Zamiast zatrzymać się i wyciszyć, pędziłam, aż padłam. Dokonywałam złych wyborów, próbując poradzić sobie z wyczerpaniem. Uświadomiłam sobie ten chaos i w końcu postanowiłam spróbować inaczej. (fragment wypowiedzi Renée dla magazynu People).
Przykładów takich cudownych metamorfoz, które dokonały się bez użycia skalpela mamy sporo również na polskim showbizowym podwórku. Według Małgosi Sochy winę za dziwaczny wygląd ponosiła jej... makijażystka. W rankingu absurdów dość wysoko uplasowała się także Maja Sablewska, która przez długi czas utrzymywała, że jej całkowicie odmieniona twarz jest wynikiem zdrowego trybu życia oraz "diety zmieniające rysy". Ostatecznie porzuciła tę bajkową teorię i przyznała się do użycia botoksu oraz wypełnienia ust przez specjalistę. 

Gdybym była osobą notorycznie zapełniającą "ścianki", żyjącą w błysku fleszy i pod ostrzałem paparazzi, zapewne dbałabym o swój wygląd dużo bardziej, niż teraz. Przeciętny zjadacz chleba nie jest w stanie postawić się na miejscu szeroko znanej gwiazdy, nie zrozumie presji, jaka niewątpliwie towarzyszy głośnemu sukcesowi. Upływający czas determinuje karierę modelki czy aktorki - po czterdziestce wciąż można pozostać wybitnym chirurgiem, lecz nie wypada już w pewnych filmach grać, w pewnych sesjach pozować. Nie obwiniam Renée za próbę walki z czasem, nieudaną, choć z jej punktu widzenia zapewne konieczną. Jest mi tylko przykro, że razem z nową twarzą nie dostała w pakiecie talonu na szczerość - wobec samej siebie i wobec swoich fanów.

Co dyskwalifikuje modelkę na starcie?

10/26/2014
Twarz modelki to magiczne płótno, na które autor nanosi zawsze inny obraz, by po skończonej pracy zetrzeć wszystko gąbką. Chłonie pomysły zrodzone w wyobraźni klienta, musi więc odznaczać się tak wielką plastycznością, by udźwignąć temat każdej jednej sesji. Modelka powinna być zatem zjawiskowo nieprzeciętna, a pomysł autora ubrać w oryginalne ramy, jak i transparentna na tyle, by na pierwszy plan wysunąć "obraz", nie własne rysy twarzy. Czy w takim razie dziewczyna o smukłym, lecz mocno naznaczonym ciele ma szansę zrobienia zawrotnej kariery? Czy na zaszczytne miano topmodelki może zapracować twarz piękna, lecz niedoskonała?

1. Znamiona
Jeśli występują licznie na skórze i są trudne do zakamuflowania przez makijażystów, modelka może mieć spory problem ze znalezieniem pracy. Chodzi tutaj głównie o znamiona na twarzy (spore pieprzyki, zmiany potrądzikowe, przebarwienia) oraz widoczne zmiany na ciele, jak na przykład blizny pourazowe. Pamiętacie uczestniczkę poprzedniej edycji Top Model, której twarz niefortunnie oszpeciła spora szrama? Moim zdaniem przeszła dalej ze względu na to, jak rzewnie płakała, choć życzę jej jak najlepiej, gdyż wiele wycierpiała. 


2. Tatuaże
Przenosimy się do aktualnej edycji mojego ulubionego programu: o tytuł czwartej polskiej Top Model walczy Ola Żuraw, której ciało pokrywają liczne tatuaże. Podobno każdy z nich symbolizuje ważny moment z życia Oli - dla mnie jako modelki symbolizują przede wszystkim trudności z późniejszym znalezieniem pracy. Wiele topmodelek może pochwalić się tatuażami, lecz są one najczęściej pojedyncze, niewielkie lub też dobrze ukryte. Świat mody jest jednak nieprzewidywalny, rozgryza kanony standardowego piękna i szuka dalej, akceptuje więcej - być może wytatuowane, rockandrollowe modelki zaleją wkrótce światowe wybiegi. 



3. Kiepska kondycja skóry
Nie przekreśla od razu kariery w modelingu, oczywiście pod warunkiem, że dziewczyna będzie nad cerą pracować i systematycznie poprawiać wygląd skóry. Mocne zmiany trądzikowe na pewno nie ułatwiają zadania, choć wiele problemów można zakamuflować podczas sesji czy pokazu. Agencje często dają szansę dziewczynom walczącym z niedoskonałościami cery, lecz należy pamiętać, że castingi wymagają rezygnacji z mocnego makijażu, dlatego klient będzie w stanie dostrzec każdy mankament urody.


4. Farbowane włosy
Sama skusiłam się na mocne rozjaśnienie, lecz zrobiłam to będąc 7 lat w modelingu. Na początku kariery modelki powinny stawiać na naturalność, a kwestie ewentualnej ingerencji w wizerunek omawiać zawsze z agencją matką. W przypadku dziewczyn o sporym potencjale, lecz kiepsko dobranej farbie bookerzy mogą naciskać, by powróciły do swojego koloru lub nadały włosom naturalniejszy odcień.



5. Niewymiarowa sylwetka
To również mój problem: bardzo szczupła talia przy szerokich biodrach (nieszczęsna figura gruszki!). W świecie modelingu nie wystarczy być chudym, proporcje również odgrywają szalenie ważną rolę, zarówno w przypadku ciała, jak i twarzy modelki. Tylko dziewczyny o symetrycznych rysach mają szanse na kampanie kosmetyczne dla takich gigantów, jak Dior, YSL, Estēe Lauder czy Chanel. 

Sierpień w październiku

10/23/2014
Z powodu przerwy w blogowaniu nie miałam okazji podzielić się z wami częścią wakacyjnych zdjęć. W tak paskudnie deszczowe i wietrzne dni jak dzisiaj, lubię ukryć się pod kocem i ogrzać wspomnieniami plaży, gór i słońca. Też tak czasem macie? 





Czy Dżoana Krupa jest topmodelką?

10/21/2014
Tydzień temu na kanapie Kuby Wojewódzkiego zasiadła Zuza Bijoch, polska topmodelka, która zawrotną karierę rozpoczęła w wieku 13 lat, a na swoim koncie ma między innymi kampanię Prady i okładkę meksykańskiego wydania magazynu Vogue. Zuzę dobrze jest nie tylko oglądać, ale również słuchać, co udowodniła zręcznie lawirując między pociskami - często idiotycznych - pytań Kuby oraz celnymi uwagami na temat świata modelingu. 
- Jest stereotyp głupiej modelki.
- Tak.
- Po co jest inteligencja modelce?
- Potrzebna?
- Tak.
- Modelce?
- A jest potrzebna?
- Modelce? Nie. Topmodelce? Tak.
W tym momencie na widowni ktoś odruchowo zabił brawo, a ja zawtórowałam mu przed ekranem komputera. Oprócz pytań o matrymonialne oferty składane przez obcych mężczyzn Zuzie oraz szalone nowojorskie imprezy, na pierwszy plan dyskusji wysunął się problem nadużywania w Polsce terminu "topmodelka". Widać gołym okiem, że Zuzanna ma poczucie swojego miejsca w modelingu, doskonale wie, jak wysoko poszybowała jej kariera i dlatego nie kokietuje przesadną skromnością i nie chowa się pod maksymą "jestem sławna, bo tak wyszło". Otwarcie wymienia nazwiska topmodelek, którymi może poszczycić się Polska, lecz stanowczo zaprzecza przypisywaniu tego miana prowadzącej polską edycję Top Model. Sama pracowałam w modelingu na tyle długo, by wyłapać różnicę bez większego kłopotu, lecz przypuszczam, że dla przeciętnego pana Władysława, który zamiast Vogue'a kupuje w Biedronce Kropkę TV z Dżoaną na okładce, to właśnie spory biust i wydęte usta wyznaczają kanon urody topmodelki. No przecież jest znana, prawda? Prowadzi program o modelingu, którego jest jurorką, pracuje zagranicą i regularnie gości na łamach polskich magazynów.

Absolutnie nie próbuję uchodzić za złośliwą ani tym bardziej urazić pani Krupy. Proszę tylko, żebyście spojrzeli na poniższe zdjęcia i znaleźli, hm, minimum trzy różnice:

Odłóż ten telefon!

10/19/2014
Bez względu na okoliczności, on zawsze jest ze mną. Milczy, gdy nie mam ochoty rozmawiać. Zna wszystkie utwory, których lubię słuchać, przechowuje w pamięci najpiękniejsze zdjęcia. Ćwiczy ze mną jogging, jeździ na rowerze, wskazuje mi drogę, kiedy zbłądzę w nowym mieście.
Ja i mój iPhone. Status związku: To skomplikowane. 

Cóż byśmy zrobili dzisiaj bez telefonu w ręce? Jak uwiecznili wieczorny makijaż, jak podzielili się ze światem upieczonym właśnie tortem? Patrząc na wypchany aplikacjami smartfon, ciężko mi uwierzyć, że jeszcze nie tak dawno telefony służyły ludziom do dzwonienia.

Ja bardzo mocno kocham swój telefon i nie wyobrażam sobie powrotu do Nokii 3310. Nie będę piętnować zamiłowania do zbędnych aplikacji, choć w tej kwestii hołduję zasadzie minimalizmu -korzystam przede wszystkim z Instagrama i Facebooka, bardzo lubię organizer stron, dzięki któremu mogę na bieżąco komunikować się z czytelnikami bloga. Biegam ze smartfonem, bo spodobało mi się liczenie kilometrów aplikacją Endomondo. Oprócz tego dzięki pomocy telefonu odnajduję się na krakowskim rynku (Rynek Główny wciąż pozostaje dla mnie zagadką - zawsze wejdę nie w tę uliczkę, w którą trzeba), sprawdzam obce wyrazy w słowniku, czytam fragmenty darmowych e-booków, słucham muzyki w zatłoczonym autobusie. Tak, smartfon to cudowny gadżet, kochana zabawka, nieodzowny przyjaciel. Problem zaczyna się dopiero w momencie, gdy to nasz jedyny przyjaciel. 


Trawiąca społeczeństwo gangrena komputeryzacji wyniszcza dotychczasowe więzi międzyludzkie, wklejając w ich miejsce nową formę kontaktu: napisz do mnie, a ja ci odpiszę. Problem rozmowy z telefonem, nie człowiekiem - nawet tym siedzącym obok ciebie - podjął w swoim cyklu "The death of conversation" Babycakes Romero, fotograf inspirujący się głównie życiem miasta i ulicy.

Before mobile phones were invented people would have had no choice but to interact, however, that is no longer necessary as we can all now “pretend’ we are doing something “important” on our devices rather than think of something to say. This is killing conversation. I believe it’s increasing social pain. Most people used to use cigarettes as a social prop which were admittedly bad for your health but at least they didn’t turn people into ‘plugged in’ bores. Together we must be strong and release ourselves from the shackles of smartphones and bring face-to-face chat back! (źródło)








There's no story in this story

10/16/2014
Wczoraj swoją premierę miał najnowszy spot reklamowy Chanel N°5. Ambasadorką najsłynniejszego zapachu świata została zjawiskowa Gisele Bündchen, za obiektywem po raz kolejny stanął reżyser Baz Luhrmann (ten sam, który nakręcił film promocyjny z Nicole Kidman w 2005 roku), twórca takich przebojów kinowych, jak "The Great Gatsby" oraz "Moulin Rouge". 



Obejrzałam spot i po raz kolejny straciłam głowę dla Gisele - jakim cudem urodziła dwójkę dzieci, zachowując takie ciało?! Domyślam się, że moje rozważania nie ucieszyłyby autora, który oczekiwał raczej łez wzruszenia, niż sprintu na siłownię. Niestety wychodzi na to, że nie jestem romantyczką, bo zupełnie nie pojmuję przekazu tego filmu. Wizualnie? Arcydzieło! On i ona piękni niczym Brangelina, dom przy plaży, słodkie dziecko i cudowna muzyka. Dostrzegam potencjał, lecz chciałabym bardzo, by treść w tym przypadku dorównywała formie. 



Być może seksowna surferka to symbol współczesnej kobiety Chanel, silnej, wyzwolonej, spełnionej zawodowo. Kobiety sukcesu, która walczy o swą miłość i pędzi za ukochanym aż do Nowego Jorku. W przeciwieństwie do bohaterki stworzonej przez Nicole, lekko odrealnionej, egoistki-aktorki, odgrywającej piękny romans, by po chwili z niego zniknąć, kobieta Gisele to czuła, dobra matka, zabierająca córeczkę nawet na plan zdjęciowy. Jeśli już miałabym odnaleźć w spocie ukryte przesłanie, to na pierwszy plan wysunęłabym tę właśnie przemianę - z kobiety zamkniętej w klatce konwenansów i opiętej sztywnym gorsetem sukcesu w matkę łączącą karierę zawodową z miłością do dziecka i swojego mężczyzny.

Trzyminutową wersję spotu obejrzycie TUTAJ. Dajcie znać, jaki piękny przekaz wy odszukaliście! 

Ogłoszenia

10/14/2014
Pytaliście w komentarzach o mój służbowy adres email, na który możecie wysyłać zgłoszenia do Hysteria Models. Oto i on: marta@hysteriamodels.com




Jest mi niezmiernie miło poinformować was o współpracy, którą nawiązałam z portalem MIUMAG !
W każdą sobotę na stronie magazynu będziecie mogli przeczytać felieton mojego autorstwa. Już teraz zapraszam na pierwszy artykuł zatytułowany "M jak Modelka": KLIK


Jak ułatwić sobie naukę języka?

10/12/2014
Nauka języków obcych sprawiała mi wiele radości odkąd tylko sięgam pamięcią - pierwsze lekcje angielskiego miałam już w przedszkolu i były to moje ulubione zajęcia. W gimnazjum rozpoczęłam przygodę z niemieckim, którą kontynuowałam przez trzy lata liceum. Po maturze zdecydowałam się na kierunek filologiczny, choć z początku wcale nie planowałam japońskiego - składałam papiery na filologię włoską, hiszpańską, a nawet rosyjską. Ostatecznie mój wybór padł na japonistykę, lecz nigdy nie pokochałam tamtych studiów równie silnie, jak nauki języków europejskich. Pewnie po części właśnie z tej tęsknoty zapisałam się na lektorat z języka włoskiego, a obecnie studiuję italianistykę na Uniwersytecie Jagiellońskim. Jeśli równie mocno jak ja kochacie naukę języków obcych, mam dla was kilka metod, które sama stosuję na co dzień.

Wprowadź obcy język do życia codziennego. Mój facebook i poczta na Gmailu są w języku włoskim, dzięki czemu w kilka chwil zapamiętuję nowe słówka, a wiedząc, jakie komunikaty zazwyczaj pojawiają się na obu stronach, nie muszę szukać tłumaczeń w słownikach - wystarczy kilka razy przeczytać, że znajomy wysłał ci wiadomość, dodał zdjęcie lub zmienił status związku, a do głowy od razu wpadają przydatne wyrażenia i zwroty. 

Czytujesz regularnie serwisy informacyjne, a może wolisz plotkarskie portale? Zacznij się interesować wydarzeniami z kraju, którego język studiujesz. Ja codziennie rano robię przegląd włoskiej prasy na portalu ansa.it - tłumaczę krótkie notki informacyjne, dzięki czemu nie tylko jestem na bieżąco z sytuacją w kraju, ale także rozbudowuję i utrwalam słownictwo.

Zaprzyjaźnij się z fiszkami. Możesz zakupić gotowe zestawy, własnoręcznie wycinać karteczki z papieru albo tworzyć fiszki na ekranie komputera. Ja korzystam od lat z programu Flash Card Manager, który stwarza możliwość indywidualnej oceny, ile słówek zapamiętaliśmy i jak dobrze poszła nam nauka - podczas powtórki program podsuwa te wyrazy, w których najczęściej popełnialiśmy błędy. 

Słuchaj muzyki i oglądaj seriale. Oczywiście w języku obcym! To naprawdę świetny sposób, by bez większego wysiłku przyswoić nowe słówka, zapoznać się z mową potoczną, popularnymi skrótami, slangiem młodzieżowym czy wulgaryzmami. Taka wiedza najpełniej buduje nasze wyobrażenie o języku - bazując nie tylko na surowej gramatyce, ale wprowadzając słownictwo z życia codziennego. Tłumacząc teksty ulubionych piosenek lub wyrażenia zasłyszane w oglądanym serialu, zapamiętujemy szybciej, gdyż słówka nie są wyrwane z kontekstu, ale zamknięte w konkretnej, znanej sytuacji. 

Usłyszałeś nowe słówko? Szybko zanotuj je na kartce, a następnie przyczep do tablicy korkowej lub przyklej na lodówce. W ten sposób będzie rzucało ci się w oczy co najmniej kilka razy dziennie.

Jeździsz konno, lubisz teatr, studiujesz filmoznawstwo? Kontynuuj swoje pasje, lecz w innym języku: czytaj o koniach po włosku, obejrzysz program o teatrze japońskim. Przenieś swoje zainteresowanie w obszar nowego języka, a nie tylko rozbudujesz słownictwo, ale dowiesz się, jak twoje hobby praktykują ludzie z innych krajów. Ja lubię czytać włoskie portale o modzie, przede wszystkim internetową wersję magazynu Vogue Italia (http://www.vogue.it/).

Znacie inne sposoby na łatwiejszą naukę języka? Czekam na wasze pomysły w komentarzach! 

Rewolucja w demakijażu! Glov Hydro Demaquillage

10/08/2014
Kiedy dostałam do przetestowania zestaw marki GLOV, nie byłam przekonana co do zapewnień producenta o wyższości demakijażu jedynie przy użyciu rękawicy i wody. Pracując w modelingu nauczyłam się bardzo szybko, że dokładny demakijaż to w pracy modelki niezbędna podstawa pielęgnacji skóry. Po całym dniu nakładania przez makijażystów coraz to nowych warstw pudru i podkładu, nasza twarz błaga o nawilżenie, ale dopiero idealnie oczyszczona skóra jest gotowa do przyjęcia pielęgnacyjnych zabiegów. Do tej pory mój demakijaż składał się z dwóch etapów: przemycia twarzy wodą z żelem myjącym, a następnie usunięcia resztek makijażu wacikiem nasączonym płynem micelarnym. Innowacja, jaką wprowadza na rynek marka GLOV zakłada oczyszczanie twarzy bez użycia dodatkowych kosmetyków - wystarczy, że specjalną rękawicę zmoczymy pod wodą, a następnie usuniemy za jej pomocą zanieczyszczenia i makijaż. Po umyciu twarzy wystarczy wyczyścić rękawicę wodą z mydłem i pozostawić do całkowitego wyschnięcia.


Efektywność produktów to wynik zaawansowanej mikro-technologii włókien. Włókna GLOV są 100 razy cieńsze od ludzkiego włosa i 30 razy cieńsze od włókna bawełny. Dzięki temu doskonale ściągają brud z powierzchni twarzy. Kształt rozgwiazdy włókien zwiększa efektywność i szybkość działania. Dzięki nim zanieczyszczenia z powierzchni skóry trafiają prosto do rowków włókien. To wszystko sprawia, że demakijaż za pomocą GLOV Hydro Demaquillage jest dużo bardziej skuteczny tradycyjnych metod oczyszczania twarzy. Używając produktów GLOV chronimy naszą skórę przed jej nadmiernym kontaktem z nienaturalnymi składnikami. Poprzez stosowanie samej wody do pobudzamy skórę do własnej pracy hydro-lipidowej. W ten sposób zachowujemy równowagę w wydzielaniu wody i tłuszczów. Produkty GLOV są idealne do każdego rodzaju cery. W przypadku cery tłustej ściągają nadmiar sebum, pozostawiając skórę czystą i matową. W przypadku cery suchej nie podrażniają jej sztucznymi składnikami i pobudzają wydzielanie lipidów. GLOV Hydro Demaquillage jest łagodny dla każdego rodzaju cery. Nawet tej z problemami alergicznymi. GLOV Hydro Demaquillage jest również fantastycznym wsparciem dla osób z problemami trądzikowymi. Dokładne oczyszczenie skóry jest pierwszym etapem w pielęgnacji skóry z problemami trądzikowymi. (Informacje pochodzą ze strony producenta: KLIK)

Zalety rękawic GLOV Hydro Demaquillage:
- idealnie sprawdzą się w podróży (co szczególnie w pracy modelki może okazać się przydatne!)
- nie wysuszają i nie podrażniają nawet wrażliwej skóry twarzy
- łatwe do wyczyszczenia, dzięki czemu są produktem wielokrotnego użycia 
- nawilżają i delikatnie peelingują skórę, dzięki czemu jest nie tylko czysta, ale również odżywiona
- pozwalają zaoszczędzić na kosmetykach do demakijażu

Rękawice możecie zakupić w sklepie internetowym GLOV (KLIK) oraz w drogeriach Sephora. Cena dużej (comfort) to 49,90 zł, mniejsza (on-the-go) kosztuje 39,90 zł. Polecam wypróbowanie tej innowacyjnej formy oczyszczania twarzy szczególnie tym kobietom, które nie mają wiele czasu na wieczorny demakijaż oraz tym, które ciągle żyją na walizkach.

Zostałam bookerką

10/05/2014
Ci z was, którzy śledzą Wieszak na facebook'u zauważyli już pewnie, że do moich nowych obowiązków (o których wspomniałam w poprzednim poście) należy od wczoraj praca bookerki w Hysteria Models, krakowskim oddziale AS Management. Kiedy dostałam propozycję przejścia na "drugą stronę modelingu", od razu poczułam, że nie wolno mi zmarnować takiej szansy, bo choć sama już nie wyjeżdżam i skupiam na studiach, świat mody zdążył wrosnąć mi pod skórę. Chciałabym na wstępie gorąco podziękować całemu zespołowi za wczorajszy dzień i piękny początek pierwszego dnia pracy. 


Wczoraj dowiedziałam się najważniejszych faktów na temat agencji, poznałam skład Hysteria Models oraz moje pierwsze podopieczne. To, co w Hysterii podoba mi się najbardziej, to silna więź bookerów ze wszystkimi modelkami oraz stanowcze odżegnanie się od wyścigu szczurów, w którym często uczestniczą agencje ze stolicy. W krakowskim oddziale AS będziemy starali się stworzyć silny, spójny zespół, dając kredyt zaufania także tym osobom, które z jakichś względów nie odnalazły się na rynku Warszawy. Jeśli wiesz, że modeling to spełnienie twoich marzeń, lecz boisz się, że nie sprostasz wymogom przez wzrost czy wymiary, pamiętaj, że marzeń nikt nam nie odbiera - sami dla siebie stanowimy najtrudniejszą z barier. Wiele pracujących modeli i modelek niski wzrost nadrabia świetnymi wymiarami, a drobne mankamenty ciała maskuje uśmiechem na twarzy. Brzydka osobowość nie pociągnie na szczyt najpiękniejszej urody. 


Po publikacji powyższego zdjęcia na facebook'u dostałam pytanie, czym będę się zajmować. Odpowiedź jest prosta: wszystkim tym, czym powinna zajmować się dobra bookerka! Po pierwsze postaram się znaleźć dla każdej z podopiecznych odpowiedni rynek, czyli taki, na którym jej uroda "sprzeda się" najlepiej - innego typu twarzy szukają w krajach azjatyckich, innego w NY, Paryżu, Mediolanie. Brak pracy w Singapurze czy Hongkongu wcale nie przekreśla szansy na karierę w Europie i odwrotnie - możemy czuć się zbędne na castingach w Londynie, za to w Azji zarobić w miesiąc na własny samochód. Po drugie, uruchomię kontakty z fotografami, by zbudować dziewczynom porządne portfolio, gdyż to właśnie dobre zdjęcia testowe są pierwszą gwarancją sukcesu. Będę także pracować nad ich wizerunkiem w Polsce, kontrolować wzrost, stan włosów, cerę i wymiary, nauczę chodzenia po wybiegu, doradzę w kwestiach diety, a przede wszystkim wyjaśnię reguły rządzące światem mody.

Dzięki nowo rozpoczętej pracy wciąż mogę szukać inspiracji do pisania o świecie modelingu, choć tym razem będzie to świat widziany oczami bookerki. Mam też nadzieję, że nowe doświadczenia pozwolą mi urozmaicać i stopniowo poszerzać dla was tematykę bloga. 

Jesienny lunchbox z dynią

10/03/2014
Oto kilka najważniejszych zmian, jakie zaszły w moim życiu odkąd wczoraj rozpoczęłam na nowo etap bycia studentką:
  1.  jem kanapki na śniadanie, obiad i kolację
  2.  piję więcej wina, niż powinnam
  3.  notorycznie dorabiam się nowych siniaków podczas prób transportu komunikacją miejską
  4.  nie dosypiam 
  5.  ciągle biegam
  6.  moje ramię notorycznie ugina się pod ciężarem torby
Przez ostatni rok intelektualnej stagnacji, towarzyskiej posuchy i ogólnego zastoju, nagle robię dziesięć rzeczy jednocześnie. To męczy, pewnie, ale również motywuje. Niebawem do moich obowiązków dojdą kolejne i na pewno wam o nich już wkrótce opowiem, a dzisiaj podrzucam pomysł na pyszny, zdrowy lunchbox.

Składniki: rukola, pieczona dynia hokkaido, ser pleśniowy/kozi, płatki owsiane i sojowe, ulubione ziarenka (u mnie słonecznik plus chia), rodzynki/suszona żurawina. 

An(oreks)ja?

10/01/2014
Wszyscy zainteresowani światem wielkiej mody wiedzą doskonale, że modelki muszą wyglądać jak wątłe patyczaki. Niestety czasy, gdy na szczycie plasowały się boginie o biodrach na tyle szerokich, by wydać na świat dzieci i biustach na tyle obfitych, by je potem wyżywić, są daleko za nami. Ile to już razy słyszałam o wprowadzeniu nowych regulacji, które miałyby poluzować sztywny gorset wymiarów: 60 cm w talii, 89 w biodrach. Planowano nawet dokarmić wystawowe manekiny, by ubrania zamiast wisieć zaczęły się układać. Wszystkie dalekosiężne plany i złote zamiary ostatecznie zmieciono pod dywan zapomnienia, a ciała modelek mogą wciąż służyć studentom medycyny do praktycznej nauki anatomii ludzkich kości.

Anja Rubik to szczęśliwa posiadaczka najdłuższych nóg w galaktyce mody. Nie bez powodu za swoją muzę obrał ją sam Karl Lagerfeld, a portal models.com wyróżnił w elitarnym rankingu Industry Icons. Ci z was, którzy czytają bloga od dłuższego czasu wiedzą, że nie jestem zagorzałą fanką jej urody, choć z całego serca podziwiam za wielką pasję, determinację i ogromny sukces. Kilka dni temu arcydługie, wychudzone nogi Anji stały się pretekstem do kolejnej próby przypisania modelce zaburzeń odżywiania. Całe zamieszanie wywołało to niewinne zdjęcie opublikowane na łamach magazynu Vogue:


Przyznaję, że kolana modelki wypadają w tym ujęciu wyjątkowo niekorzystnie, a cały efekt wychudzenia potęgują rozciągnięty sweter i przydługie skarpetki. Skąd jednak ta nagła nagonka? Moim zdaniem reszta sesji wypada korzystniej, zaś nogi Anji odkąd pamiętam przerażały kościstością. 


Ja jednak naiwnie wciąż marzę o dniu, w którym modelki będą mogły bez wyrzutów sumienia pochwalić się prawidłowym BMI oraz skończyć z zapewnianiem całego świata, że nie mają anoreksji i nie jedzą wacików. 

Goło i nieweseło

9/30/2014
Oglądając fragment nowego odcinka Top Model, mój tata nie krył zniesmaczenia: jedyne, na czym można się było skupić to wszechobecne sutki oraz cycki. Oczywiście jedynie u chłopaków części intymne zostały "zamazane", biusty dziewczyn okazały się o wiele mniej gorszące. 
- Marta pracowała w modelingu siedem lat i nikt jej nie kazał rozbierać się do rosołu - skwitował i wyszedł z pokoju, obiecując, że więcej nie obejrzy nawet zwiastuna programu.

źródło: http://topmodel.tvn.pl/

Pisałam już kiedyś o tym, na co powinna przygotować się początkująca modelka, o wszelkich zobowiązaniach, które nakłada na siebie podpisując umowę z agencją. Przede wszystkim powinna sumiennie podchodzić do swojej pracy, nie spóźniać się na sesje zdjęciowe i pokazy mody, pielęgnować ciało, dbać o cerę, włosy, nie ingerować w zmianę wizerunku bez zgody bookerów. Podczas pracy nie wypada modelce marudzić, krytykować wybranych dla niej stylizacji. Jesteśmy wieszakami, na których klient buduje pomysły, a naszym zadaniem nie jest wyrażanie subiektywnych opinii. Inaczej sprawa ma się w przypadku, gdy idea sesji narusza osobiste poczucie godności, kłóci się z przekonaniami religijnymi czy światopoglądem. Nie chodzi tutaj o samą estetykę stylizacji, ale zmuszanie młodych dziewczyn do pokazywania się światu w sposób, na który - ze względu na wiek bądź wychowanie - nie są w ogóle gotowe. Widok płaczącej z nerwów 19-latki, ściągającej przed całą ekipą stanik oraz majtki w moim przekonaniu zakrawa o skandal i dziwię się, że na twórców programu jeszcze nie zwaliła się fala miażdżącej krytyki. Przyznaję, że niektóre zdjęcia z nagiej sesji wyszły zjawiskowo, a uczestnicy stanęli na wysokości zadania, nie bucząc, nie walcząc, profesjonalnie wchodząc w rolę. Nie zatarło to jednak niesmaku, jaki pozostawiły obrazy zza kulis. 

Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic przeciwko nagości w modelingu. Uwielbiam podziwiać ciało takich ikon mody, jak Lara Stone, Małgosia Bela czy Magda Frąckowiak. Te kobiety opanowały do perfekcji trudną sztukę flirtu z obiektywem, bez problemu potrafią rozdzielać pracę ciałem w studiu od prywatnej wrażliwości. Nie ugrzęzły nigdy w błocie taniego wulgaryzmu, bo mają za sobą lata doświadczenia przed kamerą. 

Tak, narzędziem modelki jest jej nagie ciało. Tak, na backstage'u często "świecimy cyckami", ale  nie zapominajmy, że podstawowym kryterium dla dobrego samopoczucia podczas pracy jest pełna akceptacja narzuconego nam zadania. Nie bez powodu agencje uprzednio dzwonią do swoich podopiecznych z pytaniem, czy podejmą się rozbieranej sesji, a w Japonii wręczają nowo przybyłym modelkom kwestionariusze, w których dziewczyny same zaznaczają, na jaki rodzaj zdjęć wyrażają zgodę: nago, topless, w futrze ze skór zwierząt. Dlatego też po raz kolejny apeluję do modelek na początku drogi - wyznaczcie dla samych siebie nieprzekraczalną granicę, nie mówcie tak, w środku krzycząc głośne nie.

Wracając na koniec do show stacji TVN, pozwolę sobie zacytować Marcina Tyszkę w jednym z pierwszych odcinków: bycie w Top Model, a praca modelki to dwie zupełnie różne rzeczy. 
9/29/2014
Długo zastanawiałam się nad tematyką pierwszej notki po powrocie na bloga. Kilka pomysłów czeka już na realizację i mam nadzieję, że nowych inspiracji będzie przybywać coraz więcej, jednak dziś postanowiłam opowiedzieć wam o zmianach, jakie ostatnio zaszły w moim życiu, a także wyjaśnić, co skłoniło mnie do tego, by tutaj powrócić. 



Jakiś czas temu pochwaliłam się na zakurzonym i smutnym profilu na facebook'u artykułem magazynu fashionplanets.pl, w którym doceniono blog wieszak na wybiegu i przedstawiono w skrócie moje doświadczenia zdobyte w pracy modelki. Poczułam wtedy, jak bardzo brakuje mi współdzielenia z wami mniej lub bardziej barwnej rzeczywistości, jak bardzo odsunęłam się od pisania, straciłam motywację, by ubierać codzienność w najładniejsze zdania. Spowszedniałam i zmarniałam, zamiast piąć się w górę. Po przeczytaniu artykułu (całość znajdziecie TUTAJ) po raz pierwszy zaczęłam na poważnie myśleć o powrocie, ale od razu wdepnęłam w śmierdzącą pułapkę wątpliwości: co, jeśli poszerzenie tematyki nie zaciekawi stałych czytelników lub jeśli po powrocie na studia nie wygospodaruję dla bloga dostatecznie dużo czasu? Zaczęłam zastanawiać się nad założeniem nowej strony, odcinającej się zupełnie od tajemnic modelingu, ale okazało się, że świat mody nie odpuści mi tak łatwo i tym razem da się poznać od zupełnie innej strony - mam nadzieję, że więcej szczegółów zdradzę wam już wkrótce. Ostatecznie zdecydowałam się pozostać dobrze znanym wieszakiem (którym tak naprawdę nigdy być nie przestanę...). Wtedy jednak zaczęły się kolejne rozmyślania: czy nie powinnam zadbać o nowy wygląd bloga? Obecnie blogi wyglądają coraz profesjonalniej - czasami odnoszę wrażenie, że pracuje nad nimi sztab informatyków. Ja sama nie wiem nic o projektowaniu szablonów, bazuje na skąpej wiedzy dostępnej w internecie, a tajniki pracy Photoshopa odkrywam tylko wtedy, gdy nie rozpoznaję swojej twarzy na dopieszczonych zdjęciach. Moim nowym celem jest nauka podstaw HTML'a i podszkolenie się w tworzeniu grafiki, a kiedy posiądę wiedzę potrzebną mi do udoskonalenia bloga dokładnie tak, jak to sobie zaplanowałam, obiecuję, że będzie tutaj nowocześnie i "na czasie". Póki co zaś przyznaję bez bicia, że jestem informatycznym beztalenciem, ale ufam, że wybaczycie mi tę ułomność. 

Co nowego w moim życiu? Pewnie część z was już wie, że zmieniłam miejsce zamieszkania. Po prawie czterech latach wyprowadziłam się na dobre z Warszawy - pięknej, choć czasami zbyt szarej i surowej. Szybkie tempo stolicy zamieniłam na krakowskie rozespanie, a surowy dystans Japończyków na włoską gadatliwość. Już w czwartek rozpoczynam kolejne studia filologiczne, tym razem rozgrzane temperamentem słonecznej Italii. Czy porzucam japoński? Absolutnie nie. Ze znakami kanji będę rozprawiać się teraz w pojedynkę, a także zarażać pasją do języka moich młodych studentów (jeśli jesteście zainteresowani nauką japońskiego, zapraszam na korepetycje◠‿◠). 

Co nowego na blogu? Tematyki modelingu jeszcze nie porzucę, choć o modzie planuję pisać szerzej i może mniej dosłownie. Chciałabym dodawać więcej notatek i zdjęć z życia codziennego, a być może również z sesji, które sama zorganizuję. Wrócę do postów z cyklu "Na co warto wydać więcej?", pojawi się dużo nowych przepisów na zdrowe, szybkie i tanie - bo studenckie! - potrawy, a także ciekawostek i porad odnośnie nauki języka japońskiego i włoskiego. Wciąż możecie kierować do mnie pytania, ale tym razem na maila: wieszaknawybiegu@gmail.com

Zapraszam was również do dalszego śledzenia bloga na facebooku (KLIK) oraz instagramie (KLIK). 


Wakacje na detoksie

7/08/2014
Pamiętam czasy, kiedy podczas startu samolotu drzemałam w fotelu albo kartkowałam gazetkę pokładową. Czasami bawił mnie widok pasażerów kurczowo ściskających oparcia, kreślących znaki krzyża na piersi i bezgłośnie modlących się do Boga. Drobne turbulencje działały mi na nerwy, bo musiałam ponownie przypinać się pasami. Mój żołądek nigdy nie potrafił przyzwyczaić się do pracy na wysokości i po każdym posiłku, nawet drobnej przekąsce, skręcał się w bolesnych piruetach, nienawidziłam lotnisk, nie lubiłam samolotów, ale nigdy wcześniej nie bałam się latania. Tym razem zaś panikowałam, niczym mała dziewczynka! Metalowe cielsko samolotu wzniosło się do góry na niezrozumiałych dla mnie prawach fizyki, a świadomość, że zasiedliśmy w statystycznie najbezpieczniejszym środku transportu nie była żadnym pocieszeniem, bo nawet jeśli wypadki samolotów należą do rzadkości, to obfitują w największy procent ofiar śmiertelnych. Tym razem wszelkie turbulencje witałam nerwowym biciem serca, a odetchnęłam z ulgą dopiero w momencie, kiedy samolot uderzył kołami o płytę lotniska. 

Francja przywitała nas bezchmurnym niebem i słoneczną pogodą rozpieszczała przez kolejne dwa tygodnie. Przejazd po Paryżu przypomniał mi nieciekawe wspomnienia z ubiegłego września i cieszyłam się szalenie, że tym razem nie zostaję w mieście, ale ruszam na wieś. Wieś oddaloną od Paryża ponad 200 km, położoną w malowniczej Szampanii, pozbawioną takich przybytków współczesności, jak restauracje, bary kina, nawet sklepy. Nie sądziłam, że równie szybko odetnę wirtualną pępowinę, tak bezboleśnie przejdę mój internetowy detoks. Wystarczyły drzewa i kwiaty, ciepłe od słońca maliny, hamak w cieniu, sprawny rower i słodki smak jabłkowego cydru. 


Przerwa

6/20/2014
Kochani, rozstaję się z wami na dwa tygodnie. Jutro rano wylatuję do Francji, gdzie będę biegać po łące, jeździć rowerem, opalać się na leżaku i objadać serami. Wyjeżdżam na wieś, w związku z czym zostanę odcięta od komputera i przejdę internetowy detoks. Po powrocie szykuję zmiany w sposobie prowadzenia bloga, przede wszystkim dodawanej w postach treści. Mam nadzieję, że wybaczycie mi długą nieobecność i jeszcze czasem odwiedzicie wieszak na wybiegu. 

#wieszaknacodzień

6/11/2014
11 czerwca 2014
W tak upalne dni nie potrafię zmusić się do biegania - muszę poczekać do wieczora, by nagrzana słońcem ziemia oddała niebu trochę skradzionego ciepła. Dopiero, gdy szarość zmierzchu wpełznie do miasta, będę w stanie na nowo poprawnie funkcjonować. Póki co więc przeciągam poranek w nieskończoność, podjadając truskawki i pijąc wodę z ananasem.

Moja codzienność jest napompowana oczekiwaniem: na wyjście do kina, na wyjazd do Francji, wstępne egzaminy, wyprowadzkę do Krakowa. Mogłabym całkiem szybko rozrysować prostą mapę, na której zaznaczyłabym chaotycznie zachodzące w życiu zmiany.

Świeże kwiaty na stole, a w kuchni truskawki, wielkie, piękne, soczyście pachnące. Czerwiec to miesiąc słodkich przyjemności, którymi hojnie obdarowuje nas natura. Zajadam się wszystkim, co teraz najlepsze - fasolką szparagową, młodymi ziemniakami. Wystarczy szklanka maślanki, łyżka masła, pęk koperku i talerz jest gotowy do zdjęcia na Instagram. 


You decide what you are // Inspiracje

6/09/2014
“That is the key of this collection, being yourself. Don't be into trends. Don't make fashion own you, but you decide what you are, what you want to express by the way you dress and the way to live.” 
                                                                                           ― Gianni Versace


Facet ma być facetem

6/07/2014
Z ostatnich zakupów wróciłam ze świeżutkim numerem magazynu H&M, w którym jak zwykle dowiadujemy się o najnowszych trendach, oglądamy sylwetki z wybiegów i street style'owe inspiracje. Dzisiaj magazyn wpadł w ręce mojego taty, któremu co prawda do fashionisty daleko, ale ubiera się z wyczuciem i "na czasie". Artykułem, który postanowił skomentować był rzecz jasna tekst o współczesnej modzie męskiej: "facet ma być facetem!", oburzył się, pokazując mi chłopaków w spódnicach i sandałkach, ściskających w dłoni wzorzyste kopertówki. 


#wieszaknazakupach

6/05/2014
Pojechałam do galerii handlowej po kapsułki do ekspresu, a wróciłam ze sportową wyprawką z H&M'u. Klasyka babskiego shoppingu! Długo zastanawiałam się nad kupnem sportowego biustonosza, ale wciąż szkoda mi było pieniędzy. W końcu trafiłam na taki, który odpowiada mi nie tylko kolorystyką, ale również przystępną ceną - zapłaciłam za niego 39,90 zł. Do tej pory biegałam w leginsach do kolan, ale z myślą o upalnych dniach (kiedyś chyba w końcu nadejdą...) skusiłam się na krótkie szorty, idealne nie tylko podczas sportowych wyczynów, ale również na niezobowiązującego grilla czy energiczny spacer. Wiadomo - nic tak nie motywuje blogerów do biegania, jak nowiutkie ciuchy.

Na talerzu modelki: zamiast Pastelli

6/03/2014
Uwielbiam gotowe pasty śniadaniowe, ale wiem, że są napakowane tłuszczem, konserwantami i zagęstnikami, dlatego rzadko goszczą na moich kanapkach. W poszukiwaniu zdrowszych zamienników popularnych Pastelli, natrafiłam na banalną w przygotowaniu pastę jaglaną, która nie tylko świetnie smakuje, ale dostarcza organizmowi wielu cennych składników. 

Kasza jaglana jest lekkostrawna i nie uczula, bo nie zawiera glutenu. Dlatego warto ją polecić osobom chorującym na celiakię stosującym dietę bezglutenową, a także cierpiącym na niedokrwistość. Ma właściwości antywirusowe, zmniejsza stan zapalny błon śluzowych (wysusza nadmiar wydzieliny), jest zatem dobrym domowym lekarstwem na katar. Kasza jaglana zawiera krzemionkę, mającą zbawienny wpływ na włosy, skórę i paznokcie. Krzem pełni też ważną rolę w mineralizacji kości (zapobiega ich odwapnianiu). Jagły dostarczają również dużych ilości witaminy E i lecytyny, która korzystnie wpływa na pamięć i koncentrację oraz reguluje poziom cholesterolu we krwi. ŹRÓDŁO

PASTA JAGLANA Z POMIDORAMI

7-8 łyżek ugotowanej i przestudzonej kaszy jaglanej
1/3 słoika pomidorów suszonych w zalewie
2 łyżki zalewy z pomidorów
1/2 łyżeczki słodkiej papryki
szczypta chilli, sól, pieprz

Wszystkie składniki przekładamy do blendera i miksujemy dokładnie na gładką masę. Jeśli pasta wychodzi za gęsta, w trakcie miksowania dolewamy wody. Wspaniale smakuje z koperkiem. 

Seksowne zakonnice

6/01/2014
Czy istnieje kobieta mniej zainteresowana modą niż zakonnica? Z pełną świadomością odrzuca różnorodność barw, rezygnuje z torebek, szpilek i wzorzystych tkanin. W swojej szafie zamyka jedynie surową biel cnoty i głęboką czerń wiary, zamiast pereł nosi z dumą koraliki różańca. Powołanie wyklucza ją z kręgu kobiet pożądanych, ufających trendom, zaślubionych modzie. Nie może się wyróżniać ani rzucać w oczy - zakrywa więcej, bo siebie w pełnej krasie pokazuje tylko Bogu. Skąd więc w świecie wielkiej mody, nastawionym na pełen ekshibicjonizm, tak gorące zainteresowanie postacią zakonnic, zamkniętych za murami twardej cielesności, nieugiętej wiary i wizerunkowej jednolitości? 

Nie uważam siebie za osobę szczególnie religijną, dlatego przebieranie modelek za wyuzdane zakonnice nie przekracza moich granic moralności, a jednak w prezentowanych poniżej zdjęciach wyczuwam coś niezdrowo erotycznego, skrajnie zmysłowego i nie jest to jedynie zasługa wulgarnego pozowania czy pożądliwie rozchylonych warg. Zastanawiając się nad wrażliwością kobiet ukrytych pod ciężkim materiałem habitu, nie mogę odpędzić od siebie myśli o ich przyziemnej cielesności, tak wcześnie złożonej na ołtarzu powołania, nieokrzesanej, niezbadanej, dobrowolnie pozbawionej najprostszych przyjemności. Skromność kobiet oddanych wierze najpełniej kontrastuje z wyzwolonym światem mody - zbiorowiskiem ludzi najróżniejszych sądów, powszechnie akceptowanych dewiacji seksualnych, zatrutych pewnością siebie modelek i nieugiętych projektantów. Klasztorna rzeczywistość opatrzona stemplem ciszy nijak nie przystaje do krzykliwych nagłówków gazet, a jedyna zasada przeplatająca się równocześnie przez oba światy to "mniej znaczy więcej".


Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL