Co z tymi Polkami?!

5/09/2014
Pod artykułem o mojej przygodzie z modelingiem, który mogliście przeczytać niedawno na portalu Onet.pl (link do artykułu TUTAJ), pojawiło się kilka mniej lub bardziej przyjemnych komentarzy. Jednym z moich ulubionych jest ten, który zaznaczyłam wam na fioletowo:


Ilekroć czytam ten komentarz, tym smutniej i bardziej prawdziwie brzmią powyższe słowa. "Wyjdzie za mąż, to przytyje". Czytelnik artykułu w szybki sposób spłycił nasze kobiece trudy i znoje, rozszyfrował lata katowania na siłowni, porannego biegania, nieustannej diety. Najwyraźniej kobiety od dzieciństwa obklejają swoje pokoje zdjęciami ze ślubnych magazynów, by motywować do pracy leniwe pośladki. Ustawiamy się do startu już we wczesnej młodości, by wymordowane i przegłodzone dobiec do mety z napisem "małżeństwo". Dopiero wtedy dostajemy karnet na grzeszne przyjemności i dożywotnie przyzwolenie na tycie bez wyrzeczeń.




Nie jestem fanką wariackiej pogoni za pięknem, wszechobecnego trendu na wychudzone ciała. Absolutnie nie twierdzę, że musimy rezygnować ze wszystkich przyjemności - sama często zamawiam pizzę, piję piwo, wcinam lody. Robię to jednak z umiarem, na pewno nie codziennie. Przy okazji zmuszam się do wstania z kanapy i pomachania hantlami choć przez 10 minut. Nie podobają mi się wcale turbo celebrytki, które prezentują w mediach Sylwetki Idealne. Opowiadają o tym, jak ćwiczą 5 razy w tygodniu, nie jedzą tłuszczy, nie jedzą cukrów, chleba, makaronów, słodyczy, alkoholu. Gdy mają ochotę na chipsy, sięgają po marchewki, bo przecież do piwa (którego nie piją) najlepszą przekąską są świeże warzywa. Chcesz krówkę? Zjedz morelę! Porady na wagę złota.

Czytając komentarz pod artykułem na Onecie i obserwując kobiety na ulicach mojego miasta, odnoszę niestety wrażenie, że płeć piękna w Polsce zupełnie zapomniała, czym jest złoty środek. Z jednej strony mamy więc wszechobecny fit trend, z drugiej zaś absolutne zaniechanie. Bardziej niż mleko 0% tłuszczu, przeraża mnie zapuszczony wygląd Polek. Bardzo trudno wyłapać, czy to jeszcze czterdziestka, już pięćdziesiątka, a może jednak trzydziestka? Workowate spodnie, bluzki z błyszczącymi napisami po angielsku (żadna pewnie nawet nie wie, jakie hasła promuje swoim biustem), plastikowe kolczyki, zaniedbane włosy. Nie twierdzę, że każdą stać na kosmetyczkę, nie każę inwestować w kosztowne zabiegi, kupować kremów za 100 zł, ani biegać na siłownię. Pielęgnacja może być tania, skuteczna oraz szybka. Kosmetyki polskich marek nie zrujnują portfela, przez ich zakup dzieci nie będą płakać z głodu, a mąż dostanie ulubione piwo.

Stoję w tramwaju, rozglądam się wokoło. Nie widzę ani jednej zadbanej kobiety. Czy Polki wyrzuciły wszystkie lustra z domu, w pogodni za lepszym jutrem straciły wolę walki? Nie patrzą na siebie oczami zakochanego w nich przed laty mężczyzny, nie pamiętają, jak szykowały się na randki, malowały paznokcie, upinały loki? Nie chodzi o pieniądze, czas też się w końcu znajdzie. Problemem jest mentalność kobiet, które natchnęły czytelnika Onetu - obrośniętych tłuszczem mężatek, uprawiających jogging od pracy do domu.

Temat, który dzisiaj poruszam to nieskończone źródło narzekań, rozmyślań i zachodzenia w głowę, jak uświadamiać Polki. Najsmutniejszy jest dla mnie ten moment, w którym kobieta traci motywację - ma dom, męża, dzieci, teraz może bez wyrzutów wpierdzielać czekoladę. Nowe fałdy na brzuchu zakrywa szerszą bluzką, zakłada na siebie rano co popadnie. Czarne odrosty, spalone końcówki, zniszczone paznokcie i zero makijażu. Bo mi się nie chce. Bo już nie muszę.

Moja mama skończyła w maju 51 lat. Jest przepiękną kobietą, w środku i na zewnątrz. Nie trenuje, nie biega - chodzi na spacery, czasami wskakuje na domowy stepper, oglądając swoje ulubione programy. Słodycze ograniczyła tylko do weekendów, je zdrowo, choć nie rezygnuje z żadnej grupy produktów. Inwestuje raz w droższe, raz tańsze kosmetyki, do fryzjera i kosmetyczki chodzi co pół roku. Do pracy zakłada kolorowe sukienki, błyszczące rajstopy, buty na obcasie. Nie stać jej na ekstrawagancję - ale stać na elegancję.


Chciałabym bardzo, żeby Polki nie rezygnowały z siebie, by małżeństwo nie było końcem starań, a rozpoczynało jedynie szczęśliwy trucht do mety. Warto zapamiętać słowa mądrej Coco: nie ma kobiet brzyd­kich, są tyl­ko za­nied­ba­ne. 

35 komentarzy:

  1. Podpisuję sie pod tym obiema rękami!

    OdpowiedzUsuń
  2. workowate spodnie są fajne...:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jeśli się nazywają szarawary czy jakoś tak, to na lato owszem ;) z dobrze dobraną górą i butami

      Usuń
    2. Marcie chyba chodziło o niedopasowane, wiszące na pupie spodnie ;)

      Usuń
  3. Jak znudzisz się modelingiem, idź w pisarstwo - masz piękny styl (i wbrew pozorom nie o modę chodzi ;))

    OdpowiedzUsuń
  4. Dzisiaj rano o tym rozmawiałam z Patrykiem! Przyszedł temat tego, że w Stanach świętuje się okrągłe rocznice malżeństwa przez wyprawianie wesela (co 10 lat).
    - Patryk słuchaj, może ja będę co te 10 lat zakładać suknie ślubną? Ale czy ja nie będę musiała wtedy się przed każdą rocznicą odchudzać?

    - Co ja pie*dolę, przecież branie ślubu nie oznacza tycia!


    Co nie zmienia faktu, że w głowie coś takiego siedzi. Niesamowite - jakby przyzwolenie na to, żeby się zaniedbać. Bo co, bo związek oficjalny i już nic tego nie zerwie? Bo musimy się stroić dla mężczyzn?
    A gdzie strojenie dla samej siebie? Chęć wyglądania dobrze dla siebie?

    Niektóre kobiety chyba zapomniały, że zapuszczając się, robią krzywdę także sobie. Tyle mają kompleksów, tak się żalą, a czasami wystarczyłoby zmienić strój i dwa razy w tygodniu pobiegać w parku.


    Buziaki:*

    OdpowiedzUsuń
  5. ech... cóż począć, kieować się tylko stereotypami lubią hejterzy :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten trend na szczęście się odwraca, widzę po koleżankach :) Jedna z nich właśnie ze względu na dziecko i męża zaczęła o siebie dbać.

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się. Brak elegancji i co za tym idzie, dbania o siebie, postarza i to bardzo. Wyglądowo 'oceniam' ludzi przyrównując do wyglądu moich rodziców i jestem dość zdziwiona. Bo albo to mój tata lat 54 wygląda na 10 lat mniej w porównaniu do społeczeństwa, albo to on wygląda na swoje lata, a pozostali po prostu starzej. Tak samo z mamą, moim zdaniem też nie wygląda na swoje, w tym roku 50 lat. Coś takiego jak z Twoją, trochę o siebie dba, ale też nie przesadzając. Stara się ograniczać słodycze, trochę się ruszać, idzie do fryzjera kiedy trzeba. Co do ubioru to też całkiem fajnie się ubiera, bo w pracy ma trochę młodszą koleżankę i podgląda jej ciuchy, czasami ja się wypowiem co powinna założyć,a czego lepiej nie łączyć. Kontakt z córką to też metoda, bo dobrze wyglądać ;) No i motywacja z partnerem/mężem, który także się nie zapuszcza, bo jak kobieta uważa,że nie ma dla kogo się starać to też tego nie robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pełni się z Tobą zgadzam - mój tata również wygląda na przynajmniej 10 lat mniej, regularnie ćwiczy w domowej siłowni, dużo jeździ na rowerze, a na zakupy zawsze jeździ ze mną, podpytując, co w trendach piszczy i co w jego wieku wypada założyć, bo bardzo lubi styl nowoczesny, nawet lekko młodzieżowy. Udzielanie "stylistycznych" porad moim rodzicom to dla mnie wielka radość, bo wiem, że mi ufają i że sami dla siebie chcą dobrze wyglądać. Mama często chwali tatę, on komplementuje jej nową sukienkę, zauważa zmianę w kolorze włosów, szczuplejszą sylwetkę. Szczery komplement od ukochanej osoby potrafi zdziałać więcej niż botoks ;)

      Usuń
  8. Świetny tekst i całkowicie się z Tobą zgadzam! Mimo, że moja mama chodzi do fryzjera raz na rok (ewentualnie częściej, przed większymi uroczystościami) najczęściej ja jej podcinam i farbuję włosy. U kosmetyczki była tylko 3 razy w życiu (za każdym razem trafiła na niedokształconą kobietę, która więcej jej krzywdy niż pożytku na palcach i twarzy zrobiła) sama dba o paznokcie i cerę. Woli przejść 10 przystanków niż jechać autobusem, przez co jest szczupła (kobiety w jej wieku pytają jak ona to robi, że ma talie osy) i chciałaby przytyć, ale jej galopujący metabolizm na to nie pozwala.Najlepsze jest to, że nikt nie jest w stanie prawidłowo zgadnąć ile ma lat. Ostatnio kiedy była u lekarza, lekarz odmłodził ją o 20 lat! A kiedy zerknął w kartę pacjenta miał tak zszokowaną minę, że aż zbierał szczękę z podłogi. Mimo, że mama jest kobietą zapracowaną bardzo dba o siebie! Tekst naprawdę genialny! Nie myślałaś nad dziennikarstwem?

    OdpowiedzUsuń
  9. Zgadzam się w 100%
    Nienawidzę widzieć takich kobiet. Bo co one sobą reprezentują? Masz rację, że w kosmetyki można zainwestować. Wcale nie muszą być drogie, aby były skuteczne. Jest naprawdę wiele bardzo dobrych kosmetyķów w niskiej cenie.
    Ale... jest tak jak mówisz. Po prostu się nie chce.
    Dla mnie to po prostu bolesne patrzeć na takie osoby. Albo też zachowanie w stylu 'kupię to bo jest tańsze'. Tylko nis zawsze też jest tak, że tanie znaczy dobre.

    OdpowiedzUsuń
  10. nie ma sie co przejmowac zazdrosnymi hejterami, mimo ze raczej wyznaje fit trend, to nie hejtuje innch kazdy robi to co lubi i wyglada tak jak chce a innym od tego wara i tyle ;)) nie wiem dlaczego ludzie maja potrzebe oceniania innych jak mawiaja "dont judge a book by the cover" :/

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja przed ślubem sporo schudłam, ciągle słyszałam, że nie wyglądam zdrowo, w sumie czasem bywało mi słabo, ale mysle ze to od stresu przedslubnego a poza tym mieszkajac sama moglam spokojnie wciąć np. same warzywa na obiad, jogurt na sniadanie a przekaskami byly suszone owoce, po zamieszkaniu z mezem w rok 'dzieki' codziennemu kuszeniu przekąskami, napojami, sokami i obiadkami przybrałam sporo i po pewnym czasie obudziłam sie, ze cos jest zdecydowanie nie tak (a sama się zarzekałam, że badania, które dowodza, ze kobiety w rok po slubie tyja ok. 6 kg to bzdura)- niestety musialam porzucic odchudzanie i ostre treningi z powodu ciązy- także przestrzegam wszystki mlode mezatki, zeby uwazały na te male rzeczy i nawyki zanim bedzie za pozno ;) ja jeszcze sie za siebie wezme 'kilogramowo'- bez dwoch zdan, ale całą resztę staram się trzymać 'na poziomie' (makijaz, paznokcie, ubranie-w miare mozliwosci, etc ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mężczyźni też często tyją po zamieszkaniu z partnerką :) Właśnie przez to wspólne dogadzanie sobie, podjadanie wieczorem, wieczorki filmowe z pizzą... Oczywiście, można też razem dbać o utrzymywanie szczupłej sylwetki (rower, bieganie), ale często na początku ludzie są tak zaaferowani tym wspólnym mieszkaniem, że kiszą się w domowych pieleszach. Mnie to wcale nie dziwi, sama przez to przechodziłam. I nadal uważam, że wspólne wieczorne podjadanie ma w sobie wiele uroku. Niestety :D Monia

      Usuń
    2. Wieczorne podjadanie smakuje najlepiej :)

      Usuń
  12. Całkowicie się z Tobą zgadzam! Problem tak naprawdę leży w mentalności Polek, jeśli będą chciały, to zawsze znajdą "problemy", które rzekomo przeszkadzają w dbaniu o siebie.

    OdpowiedzUsuń
  13. Zgadzam się z Tobą w 100 %, ale tutaj w Anglii moim zdaniem kobiety wyglądają jeszcze gorzej. (mowa oczywiście o tych zaniedbanych, tak jak w Polsce można znaleźć przypadki rewelacyjnie wyglądających kobiet). Natomiast ja na co dzień spotykam już ekstremalne przypadki, Polki przynajmniej dbają o higienę, natomiast u Angielek dosłownie czarne zęby, lub ich całkowity brak to baaardzo częste przypadki... Nie wspominając o tak przetłuszczonych często włosach, iż od samego patrzenia robi się przykro... to samo z brudem pod paznokciami albo podartymi ubraniami... tak jak Polki noszą bezkształtne worki, przynajmniej są one czyste... tutaj nierzadko widuję kobiety w poplamionych i podartych (na pupie też!) spodniach. To nie jest mój 'najazd' na Angielki, ale gdybym miała wybrać 'mniejsze zło' to uważam, że jednak Polki - często właśnie niezadbane, ale są przynajmniej 'czyste' w szerokim pojęciu tego słowa!

    OdpowiedzUsuń
  14. zawsze jak brakuje mi motywacji do dbania o siebie wchodzę na Twojego bloga i wszystko jest ok. Ostatnie dni jadłam dużo słodyczy, ale już lecę ćwiczyć "5 min abs" :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło słyszeć takie słowa! Udanych ćwiczeń i dużo motywacji :*

      Usuń
  15. od niedawna czytam Twojego bloga,ale muszę Ci powiedzieć,że z niecierpliwością czekam na kolejne posty i jesteś dla mnie wielką inspiracją, jeśli chodzi o młodą kobietę:) Ja mam (tylko) 17 lat, ale chciałabym mieć tak dojrzałe myślenie jak Ty. Pisz dalej, bo czyta się go z ogromną przyjemnością. Pozdrawiam!:*

    OdpowiedzUsuń
  16. Jednak nastoletnie dziewczyny prezentują jeszcze gorszy poziom- leniwe, wulgarne, sztuczne.

    OdpowiedzUsuń
  17. 100 % racji :) nie ma co przeginać w żadną stronę ;)

    OdpowiedzUsuń
  18. To jest to! Zgadzam się w stu, a może i dwustu procentach.

    OdpowiedzUsuń
  19. Jakie to wszystko prawdziwe.. Kobiety powinny przejrzeć na oczy i w końcu o siebie zadbać. Ale co zrobić, Polska to bardzo zacofany kraj! Kiedy byłam np. w Amsterdamie, Paryżu czy Wiedniu nie było ani jednej zaniedbanej kobiety! Nawet kiedy spotykałam je na rowerze, podczas biegania czy też na porannych zakupach w piekarni.
    Ja nigdy nie skończę jako gruba, zaniedbana mamuśka! O niee!

    OdpowiedzUsuń
  20. Trudno się nie zgodzić. Często kobiety się zaniedbują, gdy już wyjdą za mąż, urodzą dziecko, i twierdzą, że już starać się nie muszą. Muszę jednak powiedzieć, że to również się zmienia. Owszem, jest cała masa kobiet, które nie dbają o siebie, które są zabiegane, pracują na dwa etaty za minimalną pensję, często wykonując fizyczną pracę, bo np. same wychowują dzieci. Mąż pił lub bił, ale miały odwagę odejść od niego i poświęcają całą siebie, by dzieci miały co zjeść i w co się ubrać. Myślę, że bieda to w Polsce wciąż powszechne zjawisko. Takim kobietom na pewno trudno się uśmiechać, docenić własną wartość. Często widać, że wstydzą się swojego wyglądu, ale nie widzą możliwości wyglądania lepiej. Praca przy chemikaliach je niszczy, mają ciągłe zmartwienia jak połączyć koniec z końcem. Zauważyłam, że często społeczeństwo odtrąca takie osoby, oceniając powierzchownie. Prawda jest taka, że nie mają w życiu lekko, a Państwo nie pomaga, tylko wciąż stawia nowe płotki.

    Oczywiście, jest też grupa kobiet, której faktycznie się nie chce. Myślę jednak, mężczyzna powinien być motywacją na całe życie. Jeżeli nie on, to chociaż my same - by czuć się dobrze, by być zdrową i pełną energii, a nie kaszy i kartofli.

    Żyję od pół roku w pólnocno-zachodnich Niemczech. Muszę przyznać, że Polki wypadają i tak dużo lepiej od Niemek - te młode, to często ogromne kobiety z nadciśnieniem, chodzące w polarach. Starsze Niemki (wiek ok. 50-60 lat) z kolei często widzę na rowerach, spacerach, uprawiające nordic-walking ze swoimi mężami.

    Ja staram się pogodzić dobre i pożyteczne w swoim życiu, czyli znaleźć wspomniany przez Ciebie ,,złoty środek''. To trudna sztuka, więc nie zawsze się udaje. Jednak uważam, że wszystko dozowane w umiarze człowiekowi nie szkodzi. Trzeba słuchać ciała, obserwować je, i nie dawać się złapać na masę reklam Nas atakujących. Drobne grzeszki są wybaczalne, i możliwe do odpokutowania. Te ciężkie jednak nosimy na sobie przez całe życie - zaniedbanie jest grzechem ciężkim, nie tylko kobiet, ale i mężczyzn.

    Poza tym gusta też bywają różne...

    OdpowiedzUsuń
  21. Zupełnie się z Tobą zgadzam. Problemem jest okropna mentalność. Na szczęście jes t coraz więcej miejsc, osób, które poruszają ten temat, dlatego bardzo się cieszę.

    Na początku, kiedy zobaczyłam ten komentarz, miałam ochotę napisać tylko: NIE WIERZĘ W LUDZI.

    Bo czasami naprawdę nie wierzę.

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  22. To zależy od tego jaką się ma mentalność i jaką mentalność ma Twój partner. Z moim mężczyzną obydwoje o siebie dbamy i nigdy , ale to nigdy nie usłyszałam z jego ust krytyki na temat mojego wyglądu. Nigdy tez w domu matka nie mówiła mi takich głupot :" że przytyję jak wyjdę za mąż". moim zdaniem większość takich zachowań wynosi się właśnie w domu i rodziny. Szczęściem jest mieć fajną i mądrą rodzinę. pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  23. Spostrzeżenia mam bardzo podobne - niestety. To, co obserwuję na ulicach, jest całkowicie inne od tego, co wyniosłam z domu. I mama, i Babcia, ruszają się, zdrowo jedzą i dbają o siebie, bo zadbane czują się lepiej, a i komplementy zawsze są miłe. Co do komentarzy - nie przejmuj się. Może nie jestem tak szczupła jak Ty, ale noszę to 36 przy 184 cm wzrostu i jedyne nieprzyjemne słowa, jakie zdarzało mi się słyszeć, to te od koleżanek o 30 cm niższych i o 2 rozmiary szerszych :-) . To kwestia mentalności, lekkiej zawiści i motta "dokopię innym, żeby poczuć się lepiej". Głowa do góry, takie komentarze denerwują, ale nie ma co się nimi przejmować, tylko pilnować siebie i, brzydko mówiąc, lać na wszystko do okoła. Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  24. Hm, jestem w szczęśliwym związku, chce mi się stroić i upiększać dla samej siebie, żeby czuć się dobrze w swojej skórze, ale i TEŻ dla mojego Mężczyzny, żeby mógł być zadowolony, że ma przy sobie zadbaną kobietę. Kiedy snujemy plany na przyszłość, ja wciąż podsuwam mu wizję, że kiedy zmęczony wraca z pracy, zastaje w domu swoją kobietę piękną, zadbaną, co rekompensuje mu zmęczenie. Cały czas obawiam się, że moja skóra na brzuchu po ciąży nie zejdzie się, że mogę przytyć, że nie będę już tak atrakcyjna. Nie do pomyślenia jest dla mnie to, że zaraz po zrzuceniu welonu przestanę o siebie dbać.

    Swoją drogą, jeżeli dziewczyna stroi się, żeby złapać chłopaka a potem przestaje się stroić bo ma już męża... Zalatuje mi desperacją. Dziewczyny/kobiety - opamiętajcie się! Musicie być piękne dla siebie, a ten, kto to piękno doceni, zasłuży na to, żeby podziwiać je przez całe życie.

    OdpowiedzUsuń
  25. A mnie irytują zawistne komentarze pod tamtym artykułem na temat Twojej chudości. Sama jestem bardzo szczupła i często spotykam się z podobnymi reakcjami. Zastanawiam się, z czego to wynika, czy z zawiści? Z tego, że nie jestem "standardowych" rozmiarów i nie pasuję do reszty?

    Po drugie - nie tylko nasza mentalność idzie w kierunku niechlujności. Mam kontakt z wielona, młodymi cudzoziemcami (studentami) i największe skargi są na niemki, angielki i francuzki, że nie dbają o siebie, a dbanie jest postrzegane jako wręcz chęć przypodobania się mężczyznom :P

    OdpowiedzUsuń
  26. Uderzające, a napisane z wielkim wyczuciem. Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  27. Bardzo lubię Twojego bloga, zgadzam się z tym w 100%!

    OdpowiedzUsuń
  28. Uwazam, ze kazdego to sprawa, czy dba czy nie. Duzo kobiet dba, ale tez coraz czesciej choruje. Duzym kosztem dba sie kiedy pracuje sie w sklepie, ma dwojke dzieci, zero pomocy. Kazdy z nas prowadzi inne zycie, doswiadcza zycia. Uwierzcie mi kobiety, ze niektore by chcialy dbac, byc zadbane, ale musza liczyc na siebie. Latwo nam oceniac gdy jestesmy w wygodnym punkcie. Uwazam, ze lalka barbi jest sztuczna, a kobieta zaniedbana to pewna historia w jej zyciu. Patrzymy zbyt plytko. Zycie to nie reklama, to hostoria, to opowiesc, ktorej doswiadczamy, kazdy ma inna opowiesc.
    Kobiety sie czesto katuja, ludzie dla cial fizycznych, tylko po co, kiedy i tak cialo zostaje na Ziemi, a Duch odchodzi. To duch jest wieczny i my nim jestesmy. Kiedy to ludzie zrozumieja. :-) Usmiecham sie do tych, ktorzy za wszelka cene szukaja szczescia na zewnatrz, bo gonia i z czasem odchodza nie zaznajac szczescia, pomomimo perfekcji ciala. :-D

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL