Na co warto wydać więcej? (2)

5/21/2014
Wracam do was z cyklem "Na co warto wydać więcej?", mam nadzieję, że zdążyliście zatęsknić ;-) Dzisiaj po raz drugi prezentuję przedmioty, w które lubię inwestować oraz te, na które zwyczajnie szkoda mi pieniędzy. Oczywiście każdy inaczej podchodzi do tematu, co innego jest dla was zakupowym priorytetem i do innych przedmiotów przywiązujecie większą wagę, dlatego nikomu nie sugeruję tutaj konkretnej listy zakupów, a jedynie staram się wyjaśnić, dlaczego u mnie sprawdza się poniższe rozgraniczenie. 

NA CO WARTO WYDAĆ WIĘCEJ?

1. KSIĄŻKI
Ostatnio usłyszałam od koleżanki, że jestem jedyną młodą osobą spośród jej znajomych, która inwestuje w książki. Bardzo się zdziwiłam, gdyż regularne wizyty w księgarniach (szczególnie tych z przecenionymi pozycjami) są dla mnie ogromną radością i mimo tego, że żyjemy w królestwie internetu, nie sądziłam, że młodzi ludzie coraz liczniej rezygnują z tej prostej przyjemności. Często odwiedzam również biblioteki, ale wypożyczam jedynie nieznane mi pozycje, czyli ryzykuję, że dana książka nie przypadnie mi do gustu. Tak na przykład przejechałam się ostatnio na "Drwalu" Witkowskiego, który kompletnie do mnie nie przemówił - doczytałam do połowy i nie dałam rady. Za to w bibliotece odkryłam na nowo Manuelę Gretkowską. W wypożyczonym egzemplarzu "Miłości po polsku" chciałam zakreślać co drugie zdanie, by móc do niego powrócić, raz jeszcze zasmakować pisarskiej zręczności. Elastyczny i rozciągliwy język Gretkowskiej przemówił do mnie ze zdwojoną siłą, przewiercił na wylot zakamarki umysłu, olśnił i bezpowrotnie zaczarował. Więcej z literackiego dorobku Manueli już na pewno nie wypożyczę - będę nim sukcesywnie zapełniała swoje półki. Książki to moim zdaniem najpiękniejsza inwestycja - w miłość, w przygody, w szacunek oraz przyjaźń.

2. BIŻUTERIA
Miałam w życiu etapy kupowania biżuteryjnych bubli - błyskotek za 10 zł, dodatków z H&M'u. Składowałam je po kątach, gdzie obrastały kurzem, a zakładałam od wielkiego dzwonu. Po pewnym czasie zrozumiałam, że biżuteria a błyskotki to dwie różne rzeczy i przestałam wydawać na podrabiane złoto, a zaczęłam inwestować w nieprzemijające piękno. 





NA CZYM WARTO ZAOSZCZĘDZIĆ?


1. SPODNIE
Oczywiście fajnie byłoby zainwestować w niezniszczalne Levis'y, ale z mojego punktu widzenia jest to zakup nieopłacalny - przybierając na wadze nawet jeden kilogram, rosnę w tyłku o dodatkowy centymetr. Dlatego też spodnie są najczęściej wymienianą przeze mnie częścią garderoby i nie lubię inwestować w nie zbyt dużo pieniędzy. Po schudnięciu przed Tokio wszystkie ze mnie spadały, po powrocie do Polski - ledwo się w nie mieszczę. Ostatnio udało mi się wyłowić na przecenach idealnie skrojone jeansy za 30 zł. Noszę je co dzień i totalnie uwielbiam. 


2. MASCARA
Zdarzyło mi się zainwestować w tusz do rzęs droższych marek. Najwięcej na mascarę wydałam na lotnisku w Mediolanie - był to produkt Heleny Rubinstein za 140 zł. Problem polega na tym, że każda mascara po około dwóch-trzech miesiącach zacznie nam wysychać, dlatego od dłuższego czasu pozostaję wierna tańszym propozycjom od Max Factora i L'oreala.

21 komentarzy:

  1. Książki to najlepszy wydatek! Jednak już nie mam miejsca na półki ;) No i wspieram biblioteki, zresztą robimy to całą rodziną i ciągle łażę z torbą pełną książek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja uwielbiam czytać, ale odkąd zainwestowałam w Kindle czytam więcej, mniej wydaję i mam miejsce na półkach. Jestem bardzo zadowolona, że się na niego zdecydowałam, chociaż jak większość osób lubiących czytać miałam duże dylematy - a bo zapach książki, a bo coś tam. A teraz mogę wziąć ile mi się podoba książek na wakacje i zajmują one mało miejsca i mało ważą :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Tokarczuk, Kuczok, Poświatowska - same dobre rzeczy! Książki to najwspanialsza inwestycja, poza tym ich posiadanie ma niezwykły charakter - człowiek się z nimi zrasta, są jego częścią, w jakiś sposób zawsze człowieka określają, definiują; zawsze można poznać bratnią duszę po książkach, które ma na półce... Nie potrafię sobie wyobrazić rozdawania moich ulubionych pozycji, nawet pożyczając je, czuję jakąś dziwną niepewność w żołądku.
    +Czytam twojego bloga już jakiś czas, bo - choć stoję "obok" świata modelingu - paradoksalnie, czuję tutaj jakiś rodzaj pokrewieństwa; wrażliwość, z którą musiałaś się odnaleźć w świecie, który wrażliwości właściwie nie dopuszcza (zresztą pisałaś o tym gdzieś), i sobie poradziłaś. Życzę powodzenia w związku ze studiami (Kraków czaruje, choć Częstochowa pewnie też - miasto Poświatowskiej, wspominałaś gdzieś, że bardzo ją cenisz...właśnie kończę pisać o niej pracę licencjacką i jestem wyczulona na wszystko, co jej dotyczy, taka "gorąca głowa").
    Pozdrawiam serdecznie!
    Martyna

    http://ulistnienie.blogspot.com/ - gdybyś miała ochotę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadza się, uwielbiam Poświatowską nieprzerwanie od czasów gimnazjum :) Pozdrawiam Cię ciepło!

      Usuń
  4. ja na książki mogłabym wydać wszystkie moje oszczędności, uwielbiam czytać. Czytanie książek tradycyjnych jest o wiele lepsze od czytania w internecie. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na książki wydaję zdecydowanie za dużo, to moje duże uzależnienie:) Co do reszty też się zgadzam, zdarzało mi się kiedyś kupować bardzo drogie kosmetyki, ale wiele z nich nie było niczym specjalnym.

    OdpowiedzUsuń
  6. No tak, każdy powinien według swoich priorytetów. :) Szkoda, że tak mało ludzi myśli o tym wnikliwie. Z biżuterią miałam podobnie. Jak byłam młodsza lubiłam spineczki i inne dupereleczki (nadal lubię, ale trochę inaczej) aż w koncu zauważyłam, że noszę w sumie 2-3 pary kolczyków, 2 wisiorki itd. Pozbyłam się większości, bo te rzeczy wszystkie mają nam służyć, cieszyć, spełniać funkcję - jak się tylko kurzą, to po co się zagracać. Dokładnie, łatwiej tak się żyje. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie lubię wypożyczać książek, wolę każdą mieć na półce żeby w razie czego móc do niej wrócić w każdej chwili. Jedynym wyjątkiem są poradniki, przeważnie czytam je raz i już do nich nie wracam, więc w tym wypadku mogę kupić e-booka zamiast papierowej książki.

    Jeśli chodzi o tusze to jestem rozdarta. Moim drugim ulubionym tuszem jest taki żółty z Lovely za 10 zł, ale nie ukrywam że numerem jeden od zawsze jest Sumptous od Estee Lauder. Postanowiłam, że Lovely będę używać na co dzień, a Estee Lauder na większe wyjścia, ale to nie do końca się sprawdza, bo Sumptous dość szybko wysycha. Na szczęście na allegro można kupić miniaturkę za ok 10 zł i wtedy nie martwię się, jeśli wyschnie przed zużyciem. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobry tusz za 10 zł? Chyba muszę wypróbować :)

      Usuń
  8. Witam w gronie;-) ja jestem książkowy maniak;) wydaję na nie dużo, pochłaniam ich mnóstwo. Jak się mnie ktoś pyta co chcę na urodziny/imieniny / coś tam od razu dodaje "tylko nie mówi że książkę" ;-P

    OdpowiedzUsuń
  9. Zaglądam tu od dłuższego czasu i w końcu zdecydowałam się skomentować :)
    Lubię tą serie postów i są mega przydatne.

    Akurat jeśli chodzi o książki to ja tak średnio jestem przekonana. Niestety. Przeczytam i odkładam. A w życiu już wiele książek sprzedałam. Wyjątkiem są perełki - książki, do których mogę wracać cały czas :) chyba każdy ma w swoim życiu chociaż jedną taką książkę, o której trudno zapomnieć.

    Aaaa! No i tusze! Zgadza się. Melduję się jako fanka Max Factora - 2000 calorii jest niezastąpiona :)


    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  10. perfumy są także dobrym wydatkiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O perfumach pisałam już w pierwszej odsłonie cyklu :)
      http://www.wieszaknawybiegu.pl/2014/04/na-co-warto-wydac-wiecej-1.html

      Usuń
    2. aaa, sorcia, nie przeczytałam :)! to zaraz wymyślę coś nowego... okej, jak wymyślę to napiszę!

      Usuń
  11. To prawda z ta biżuterią, tańszych nakupiłam dużo, bo tanie bo mi się podoba, ale jak się szybko niszczą, matowieją i za chwilę już są nie modne. Mam kilka kompletów srebrnych i złotych i zawsze do nich wracam :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja z kolei traktuję jeansy jako jedną z niewielu kategorii, na które warto wydać pieniądze. Różnica w 'noszeniu się' i trwałości między spodniami z H&M a Levi's czy Lee jest kolosalna (choć H&M robi cudownie dopasowane wygodne jeansy z wysoką talią - są jak druga skóra). Oczywiście biorę pod uwagę fakt, że w przeciągu ostatnich 8 lat moja waga nie zmieniła się więcej, niż o 1 kg. W innym przypadku, faktycznie byłby to bezsensowny wydatek :) Za to rzadko kupuję książki w wersji papierowej (czego nieco żałuję). Bardzo dużo czytam w podróży i nie chce mi się dźwigać nadprogramowego bagażu, Rozsądnie wybieram więc e - booki.

    Pozdrawiam Cię serdecznie :)
    Stała czytelniczka z Warszawy.

    OdpowiedzUsuń
  13. jakie sklepy ze spodniami i biżuterią polecasz? mam długie, chude "modelkowe" nogi i nie mogę nigdzie kupić odpowiednich :< Potrzebuję długości 80 cm od kroku i szerokości na końcu nogawki 12 cm JAK ŻYĆ :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każda z nas ma inną sylwetkę, więc nie potrafię doradzić nikomu odpowiednich jeansów. Sama najczęściej kupuję spodnie w H&M i Zarze. Moja biżuteria to głównie Apart, Kruk, Swarovski.

      Usuń
    2. ja mam własnie problem ze wszystkimi spodniami, że nie przylegają przy kostkach :< wygląda to tak jakbym miała za małe spodnie, do tego strasznie skraca mi nogi :<

      Usuń
  14. Hej, w jakich sklepach najczęściej kupujesz spodnie? masz taki sklep? bo dla mnie spodnie są albo za duże albo za krótkie :D i bez wizyty u krawcowej nigdy się nie obejdzie :p

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
SZABLONY RZECZYLADNIEJSZE.PL